Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Szefowa Kursu trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, kolejny człek wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do…