Kategoria: Blog

Nie wiem.

Nie wiem co dalej. Od maja nie byłem w dziurze. Czuje się jakbym nosił w sobie jakiś umierający kawałek samego siebie. Na ramce foto co chwila wskakują zdjęcia z kolejnych wizyt w dziurach, na facebooku migają kolejne relacje wyprawowe znajomych, klubów speleo, a wszystko to doprawiają zagraniczne profile publikujące zapierające dech w piersiach zdjęcia jaskiń….



Jaskinia Wszystkich Świętych. O to chodziło.

Pamiętam, jak w trakcie kursu irytował mnie ciągły pośpiech. Dojść do jaskini, zejść, wyjść, wrócić. Bez chwili dla siebie, bez minuty na refleksje, w zasadzie tylko czasami udało się wykraść moment, w którym dane mi było nacieszyć się miejscem, w którym jestem. (Może i przez to nie przepadam za górami? Były przeszkodą techniczną do pokonania,…




Wątpliwości.

Rodzą się w mojej głowie pytania, na które nie chcę znać odpowiedzi. Istnieje we łbie wewnętrzny konflikt pomiędzy tym, czego bym chciał, tym co mogę mieć, a tym, o czym boję się marzyć. Momentami czuję się zagubiony. Jakby gdzieś wymknął mi się spod nóg szlak, który powinien mnie wyprowadzić z myślowego mroku. Nie wiem. Po…



Ładowanie

Czasami zastanawiam się, jak bardzo komiczna jest Czarna Dziura. Jak bardzo rozdmuchana jest jej forma w stosunku do tego, co tak naprawdę się za nią kryje. Oto bowiem mamy blog, miejsce, które poświęciłem swoim jaskiniom. Lokalizację, do której trafiają wszelka podziemno-egzystencjalne przemyślenia, których forma czasami bawi, a czasami sprowadza na Czytelnika chęć wsadzenia sobie łopatek…



Rozruch w staw wstaw ;) [cz. 1]

Przedzierając się przez okolice Wierzchowic (a będąc szczerym – błądząc w poszukiwaniu Jaskini Wierzchowskiej), natrafiliśmy z Ajaxem na ciekawą kartę przyklejoną do znaku. Był to niewielki wydruk z mapką, który informował w imieniu okolicznym mieszkańców o tym, jak dojechać do Wierzchowskiej bez przedzierania się przez zamknięte odcinki drogi. Kartka ta sygnalizowała dodatkowo jedną rzecz: w…




Wycinki

Wrzesień się zaczął. Bezczelnie, bezlitośnie, bez wyrzutów sumienia. Dopiero był maj, dopiero był czerwiec, dopiero co wściekałem się na 9 tygodni odstawienia wszelkich form ruchu. Dopiero co liczyłem cicho na to, że może w sierpniu już coś, dopiero wściekałem się, że najszybciej we wrześniu, dopieroliło nam życie w te wakacje. To były ciężkie, bardzo ciężkie…



2018

Sobota. Wrzucam na grzbiet lekki plecak, w plecaku woda, coś słodkiego, czołówka na wszelki wypadek. I sporo miejsca, bo gdy zrobi się cieplej, będziemy mogli zrzucić z siebie polary/kurtki. Wtedy plecak będzie jak znalazł. Ruszamy asfaltową drogą idącą delikatnie w górę. ***** Po półtorej godziny siedzimy przy stole tam, skąd wyszliśmy. Przed nami plansza Scrabblea…