Nie wiem.

Nie wiem co dalej.

Od maja nie byłem w dziurze. Czuje się jakbym nosił w sobie jakiś umierający kawałek samego siebie. Na ramce foto co chwila wskakują zdjęcia z kolejnych wizyt w dziurach, na facebooku migają kolejne relacje wyprawowe znajomych, klubów speleo, a wszystko to doprawiają zagraniczne profile publikujące zapierające dech w piersiach zdjęcia jaskiń.

A ja siedzę i gryzę się w środku.

W maju 2019 ostatni raz stanąłem na dnie jaskini, później 2 razy odwołałem wyjazd ze względu na kolano – miałem w związku z nim wątpliwości, a jeśli są wątpliwości, to nie ma żadnych wątpliwości. Później nastała ciemność. Niestety nie jaskiniowa.

Mógłbym godzinami wylewać żale na klawiaturę, opisywać wewnętrzne cierpienia i dramaty, ale.. czy to by cokolwiek zmieniło? Prawda jest prosta jak budowa cepa: prosty zabieg zakończył się chirurgicznym łamaniem kości w kolanie, do maja mam L4, nie wyobrażam sobie, kiedy będę w stanie gdziekolwiek podejść ze sprzętem.

Nie wiem co robić. Wszyscy wokół jak jeden dopingują: daj sobie spokój, sprzedaj sprzęt, znajdź inne zajęcie. Z jednej strony rozumiem ich, martwią się, ale jednocześnie na ile można rezygnować z samego siebie, by robić dobrze innym? Dlaczego to ja mam ponosić konsekwencje czyichś obaw? I ile w tym wszystkim jest mojego oślego uporu i zasłaniania się tym, że jeszcze dam radę bo starsi po gorszych urazach wracali do aktywności?

Nie wiem, nic nie wiem.
Leżę. Wczoraj chodziłem całe 4 minuty. 23 godziny 56 minut braku jakiejkolwiek aktywności.
Leżę. Dzisiaj przynajmniej wrócę do domu i będę leżał na własnej kanapie.
I będę mógł patrzeć na Żonę i dumać, co jest dla mnie ważniejsze: radość z przepychania się z Piterem przez zabłocone dziurska, czy satysfakcja z ograniczenia Komuś powodów do zmartwień?

Chyba byłoby prościej, gdyby lekarz wprost powiedział, że już nie wrócę pod ziemię. Mógłbym wtedy go znienawidzić i kogoś obwiniać za zabranie ulubionej zabawki. A tak – niepewność, wahanie, jątrząca się nadzieja.

Życiowy dramat zwietrzałego Samca Alfa, który boi się, że jeśli nie będzie mógł opowiadać o śmiercionośnych zaciskach pokonywanych weekendami, to wtedy stanie się nikim. Zwykłym czterdziestolatkiem, przemijającym, nijakim, jednym z wielu.

Słowo na dziś: „kaleka”.

Share