Jaskinia Twardowskiego plus Jaskinia Jasna i Niska

„Wiesz co, Piter? Te metry wydają mi się jakieś takie coraz krótsze”.

Jaskinia Twardowskiego nas zaskoczyła. Nie samą sobą, nie połączeniem z Niską, zaskoczyła nas… nami samymi. Pamiętam tę jaskinię z pierwszych wyjazdów: zawsze wydawała mi się jakaś taka… wielka, rozległa, pełna ciekawych miejsc, do których dotarcie zajmowało masę czasu.

W niedzielę najciekawsze jej elementy zwiedziliśmy w mniej niż 15 minut, a większą radochę od penetrowania samej dziury, sprawiło mi kilkunastominutowe wylegiwanie się w słońcu przed otworem jaskini.

Na planach Twardowski wygląda okazale: sporo metrów, sporo korytarzy (jak na Jurę), do tego bez mała mistyczne połączenie z Niską, które totalnie było poza naszym zasięgiem. A w rzeczywistości? Tu już byliśmy, tam nie ma sensu dalej iść, wpadnijmy jeszcze zobaczyć, czy ktoś nie zeskrobał tabliczki, o, Piaskowa Rura się zmniejszyła, bo ześlizgując się nią w dół czuję jakiś taki większy opór po bokach.

Czy Jaskinia Twardowskiego stała się z czasem… nieciekawa? Nieatrakcyjna?

Na pewno w porównaniu do dwóch pierwszych jaskiń odwiedzonych tego dnia, wypadła dość słabo. Zabrakło powiewu świeżości, czegoś, co potrafi zaskoczyć, a i człowiek trochę jakby dorósł i nie cieszy się już tak z belki z gwoździem jak kiedyś.

*****

Po tej niezbyt pasjonującej wizycie w Twardowskim, zajrzałem jeszcze w stronę Niskiej, Jasnej i ich okolicy. Najbliższa dziura nie zachęcała…

…druga na szczęście była zamknięta…

…a trzecia z roku na rok wygląda coraz gorzej.
Tak, kiedyś tam byłem, można powiedzieć, że Jaskinia Jasna jest zaliczona…

…ale dziś zdecydowanie bym tam nie wlazł.

Ogólnie dzień można uznać za udany, ale czy w najbliższym czasie ruszę ponownie w stronę Jaskini Twardowskiego jako głównej bohaterki wyjazdu?
Wątpię.

Share