Jaskinia Kryspinowska

„Stało się jasne, że przyszła nowa pora roku”.

Jaskinia Kryspinowska to dziura, która przypominała o sobie za każdym razem, gdy człowiek mijał autostradowe bramki pod Krakowem. Zielona tablica z napisem „Kryspinów” bezlitośnie wrzeszczała, że gdzieś leży sobie obiekt który z jednej strony często jest po drodze, a z drugiej wciąż leży za bardzo na uboczu.
Tym razem Jaskinia Kryspinowska stała się jedną z bohaterek naszego wyjazdu.

Jest taka grupa jaskiń, z którymi mam jeden problem: nie jestem do końca pewny, czy kiedyś już w nich byłem. Myślę tu o czasach, gdy zaliczałem pierwsze wizyty pod ziemią, nie do końca wiedząc gdzie jestem, jak się nazywa obiekt, jak jest głęboki. A tym bardziej którędy do wyjścia.
Trzymałem się wtedy przewodnika starają się nie wpaść w jakąś szparę, która z pewnością przyniosłaby mi upadek z osiemdziesięciu metrów 😉

Świetnym przykładem może tu być Jaskinia Kryspinowska.

Niedzielny poranek.
Docieramy pod otwór Jaskini znajdujący się 2 minuty od parkingu na którym zostały samochody. Za to uwielbiam Jurę: brak konieczności targania sprzętu 3 godziny pod górę. I znoszenia go po wizycie w dziurze. I tęsknię za tym. A póki co Kryspinowska wita nas wejściem, które w zasadzie bardziej przypomina kapliczkę, niż wrota do skalistych podziemi.
Radośnie zanurzamy się w ciemność.

Jaskinia bardzo przyjemnie zaskoczyła. W sumie spodziewałem się bardziej „bielskiego” charakteru jaskini. Myślałem, że będzie tu śmierdzieć szczelinami i przeciskaniem się przez zwalone bloki, a zamiast tego dziura okazałą się całkiem przyjemną gąbką. I do tego gąbką miejscami mocno nasączoną wodą 😉

Kryspinowska zaskakuje różnorodnością form: można się odrobinę zapierać, czołgać, dla upartych znajdzie się też możliwość wywspinania jakiegoś metra, czy dwóch. Z pewnością jaskinia nie nudzi swoim wnętrzem, zdecydowanie zaciekawia i motywuje do kolejnych badań co ciekawego jest za załomem.

Czy Kryspinowską można traktować jako dobrą jaskinię na pierwsze podziemne wypady? W mojej ocenie przedszkole można sobie urządzić w Zielonej Górze, Towarnej i Cabanowej, a Kryspinowska naturalnie nada się jako kolejny etap, podczas którego będzie możliwość zmierzenia się z nieco bardziej wymagającymi przeszkodami.

Jaskinia Kryspinowska zajęła nam nieco ponad półtorej godziny. W tym czasie udało nam się na tyle przyjemnie zmęczyć, że nie było poczucia niedosytu, a jednocześnie mieliśmy zapał do odwiedzenia kolejnych dziur zaplanowanych na ten dzień.


Wydaje mi się, że warto będzie tam wrócić, by ponownie pobuszować pomiędzy kamykami 😉

Share