Jaskinia Berkowa (Kalesonowa)

To nie była moja pierwsza wizyta w tym obiekcie. W 2016 roku Jaskinia Berkowa była jednym z punktów, który odwiedzaliśmy w trakcje Maratonu Jaskiniowego bielskiego klubu speleo.
Z planów i opisów jaskini wyraźnie wynika, że w zasadzie nie powala ona ani rozmiarami, ani atrakcjami. Skąd więc wziął się pomysł na powrót do Berkowej?

Bezpośrednią przyczyną chęci ponownego zaliczenia tej dziury była panująca w niej ciasnota. Wydaje mi się, że chciałem sprawdzić, na ile jestem w stanie po tak długiej przerwie przepychać cielsko przez wszelkiego rodzaju otwory. A Berkowa nadaje się do tego celu doskonale.

Do Kalesonowej trafiamy od strony zachodniej. Zaskakująco mały wylot wydaje się twierdzić, że nie ma szans na przepchnięcie się przez tę szparę.

Szczęśliwie gdzieś na dysku istnieje zerojedynkowy dowód na to, że już raz udało mi się pokonać ten otworek.

Ale zostawmy przeszłość.
Przenosimy się z Piterem pod wschodnie wejście, z którego mamy zamiar ruszyć podejmując wyzwanie speleozatyczki. Oczywiście wyzwanie dotyczy tylko mnie, bo Piter ze swoimi gabarytami jest wg mnie wstanie wleźć prawie wszędzie, niosąc ze sobą jednocześnie plecak z żarciem, czteropak i stolik pod telewizor.

Zostawmy Pitera, zajmijmy się jaskinią: kompletnie wypadło mi z głowy, że poza niskimi, meandrującymi korytarzami, Berkowa ma też miejsca, gdzie można znaleźć nieco więcej przestrzeni.

Dzięki dwóm (a jeśli by się uprzeć to może i nawet trzem) miejscom z większym prześwitem, mamy okazję zobaczyć cokolwiek więcej niż glebę 5 centymetrów od pyska. Serce się raduje.

Pomimo chwilowych trudności, o których wcześniej wspominałem w jękopoście, docieramy do otworu zachodniego.

Pora powyginać kończyny pod najdziwniejszymi kątami i narodzić się na nowo…

Berkowa zaliczona. Piter oczywiście przechodzi przez zacisk w wyjściu jak kilof przez czaszkę.

W czasie, który jest mi potrzebny do przelania się jednym udem przez otwór – on wyłazi cały. I jeszcze ma czas by zdjąć kombinezon i zapalić fajkę.
Taka to sprawiedliwość na tym świecie.

Rozgrzewka zakończona, wracamy do samochodu. Czeka nas dziś jeszcze sporo atrakcji.

Share