Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów

Przeglądając któregoś dnia mapę z naniesionymi jaskiniami, natrafiłem na ciekawostkę: okazało się, że około 40 minut jazdy od domu, mam kilka obiektów jaskiniowych. Przy najbliższej okazji postanowiłem odwiedzić sugerowaną przez mapę lokalizację i przekonać się, na ile mój patent sprawdza się w terenie.

W sobotni poranek wskoczyliśmy do samochodu i pognaliśmy w stronę Będzina. Plan zakładał próbę znalezienia któregoś ze schronisk, oraz sprawdzenia, czy Jaskinia Moherowych Beretów i Jaskinia Naciekowa znajdują się tam, gdzie wskaże zasilony „moimi” danymi LocusMap. Tak, w zasadzie ten wyjazd był poświęcony najbardziej kwestii lepszego radzenia sobie z orientowaniem się w terenie – po tym, jak ostatnio Piter chciał mnie uśmiercić gdzieś w środku jakiegoś lasu doszedłem do wniosku, że muszę podszlifować swoje umiejętności geolokalizacyjne.

Pogoda w zasadzie sprzyjała: wiatr nie zrywał skóry z twarzy, nie zacinało śniegiem, w zasadzie to nawet było przyjemnie: zapowiadane słońce delikatnie przypominało o sobie tworząc charakterystyczną dla szambonurków sytuację: w kombinezonie za zimno, w bluzie za ciepło. Za to widoki były nawet całkiem całkiem:

Co można powiedzieć o podbędzińskich okolicach? Krucho jak diabli. I zaskakująco dużo obiektów wyłazi spod ziemi. Praktycznie można się potykać o kolejne szczeliny, które potrafią wychodzić spod trawy na długości kilku, kilkunastu metrów.

Wróćmy do najważniejszego wątku, czyli poszukiwania docelowych dziur: LocusMap wydaje się naprawdę przydatnym narzędziem, ale dokładnie tego dnia pokazał swój największy minus: na głównym ekranie nie znajduje się informacja na temat błędu pomiarowego. Najprostsza aplikacja typu „moja lokalizacja GPS” już uściśla z jaką dokładnością wykonany był pomiar, w Locusie tego zabrakło. Nie zmienia to faktu, że przy pomocy wspomnianej apki udało nam się trafić w okolice poszukiwanych otworów.

Na pierwszy ogień poszło jedno z okolicznych schronisk. I tu zdziwienie z mojej strony: przez jurajskie ostańce „schronisko” kojarzy mi się jako okno w jakiejś skale. Albo u podnóża skały. Ale u licha, nie jako dziura w ziemi! I do tego… pozioma!

Tak właśnie z grubsza wyglądała cała okolica, po której dane nam było spacerować tego poranka. Faktem jest, że gdyby kręciły mnie obiekty o takim właśnie ciasnym, szczelinowym charakterze, miałbym blisko domu całkiem przyjemny plac zabaw, ale niestety (a może i stety), zdecydowanie wolę myte, wygodne korytarze w których nic nie leci na łeb.

Jaskinia Naciekowa do której zmierzaliśmy, okazała się dokładnie tym, co sugerowały dostępne o niej informacje: szparą w ziemi. Co ciekawe szparą, która ewidentnie ma swoją kontynuację w pęknięciu wychodzącym znów na powierzchnię kilka metrów dalej. Z informacji które uzyskałem już po powrocie do domu wynika, że całość ma połączenie głosowe.

O wnętrzu nie da się napisać nic ciekawego: jako wielbiciel innego charakteru dziur mogę jedynie powiedzieć, że „e, takie tam”. Do niższego poziomu nie udało nam się dostać ze względu na przysypane przejście, do przekopywania którego zdecydowanie nie mieliśmy serca.

Nie pozostało nic innego jak rozglądnięcie się po dostępnej części dziury i powrót na górę.

Tak, w jaskini znajdowało się wiadro, które mogło być przydatne przy udrażnianiu otworu, no ale…

…ale skierowaliśmy się w stronę większego obiektu, którym była Jaskinia Moherowych Beretów. A o niej niewiele mogę napisać…

Dziura na pewno nadaje się na weekendowy wypad – ktoś w jej okolicy przygotował całkiem przyjemną (i czystą!) miejscówkę idealną na zregenerowanie sił po trudach eksploracji, natomiast sama Jaskinia Moherowych Beretów tego dnia zdecydowanie zamknęła się na nasz widok, czopując wejście wszystkim co się dało.

Z zapałem identycznym jak w przypadku Jaskini Naciekowej popatrzyliśmy na korek i wycofaliśmy się z obiektu.

Podsumowanie geolokalizacyjne:

  • mapa na stronie sprawdza się lepiej, niż dobrze, można wygodnie porozglądać się po okolicy,
  • dane GPS przeliczyły się prawidłowo – są zgodne z tym, co podaje PGI,
  • LocusMap całkiem przyjemnie prowadzi do celu (pomimo braku informacji o niedokładności pomiaru),
  • w razie problemów z Locusem można wesprzeć się GoogleMaps na telefonie,
  • przydatna jest dodatkowa aplikacja pokazująca aktualne współrzędne, oraz błąd pomiaru.

Czy system się sprawdza? Wg mnie tak, na potrzeby niedzielnego, czarnodziurskiego grotołaza jest całkiem ok.

Czy wrócę w okolice Będzina by szukać koleżanek Jaskini Moherowych Beretów i Jaskini Naciekowej?
Zdecydowanie nie. Fuj!

Share