Jaskinia W Straszykowej Górze

To miał być lekki i krótki wypad: we wtorek po wyjściu z pracy mieliśmy zamiar szybko przeskoczyć samochodami za Ryczów, gdzie na terenie rezerwatu Ruskie Góry znajdowało się kilka dobrze zapowiadających się obiektów.

Jednym z nich była Jaskinia W Straszykowej Górze.

Siedzę nieco bezsilny, bo tak naprawdę nie wiem od czego zacząć opowieść o tej jaskini. Straszykowa Góra zdecydowanie przerosła nasze pojęcie o tym, co będziemy robić, jak będzie wyglądał nasz wypad. Spodziewaliśmy się kilku równie niewielkich jak i nieciekawych obiektów, które obejdziemy w ciągu 2-3 godzin. Tymczasem sama Jaskinia w Straszykowej Górze którą odwiedziliśmy jako pierwszą, okazała się miejscem w którym wszystkich równo zatkało.

Wejście do jaskini nie zapowiadało nic szczególnego: ot, wielki wjazd, dalej pewnie będzie masa śmiecia i kilkanaście metrów korytarza, którego jedyną atrakcją będzie możliwość przeczołgania się i poobijania sobie kolan.

Otóż nie.

Jaskinia dzieli się na dwa światy: pierwszy przywodził na myśl coś pomiędzy Jaskinią Kryształową (a fe!) a starymi sztolniami: „porozkuwane(?)” ściany, wszystko jakby chciało trochę straszyć ale nie straszy, w zasadzie można odnieść wrażenie, że zeszło się do starej piwnicy. Wysokość korytarza pozwoliła (poza kilkoma miejscami) na wygodne przejście do drugiej części jaskini, gdzie znajdował się ten inny, lepszy(?) świat.

Jaskinia w Straszykowej Górze zachwyciła. Nie spodziewaliśmy się tak przytulnych, wręcz miłych dla oka i ciała, mytych korytarzy. Przejście z pierwszej, do drugiej części jaskini było niczym przejście z wyziębionego pokoju pod ciepłą kołdrę: Straszykowa otuliła, ogrzała, dała wygodę i możliwość beztroskiego pobaraszkowania (łącznie z okazją do zanurzenia się w wypełnionym wodą, głębokim na całe 10(!!!) cm zagłębieniu).

W chwili, gdy już wydawało się, że nie pozostaje nam nic innego jak powrót do wyjścia, jaskinia znów zaskakuje: boczny korytarz widoczny na planie, odkrywa przed nami fantastyczny (choć niezbyt wysoki) komin, na zaliczeniu którego spędzamy kolejnych kilkanaście minut.

Droga powrotna do wyjścia z Jaskini w Straszykowej Górze znów robi spore wrażenie: przejście z części mytych do tych pachnących sztolnią jest jak zimny prysznic. Najchętniej człowiek by zawrócił, by jeszcze chwilę poleżeć w tych wygodnych, żłobionych przez wodę korytarzach.

Opuszczając dziurę jestem jednego pewien: mogę ją polecać z czystym sumieniem.

*****

Ruszamy dalej: wg planu stoi przed nami co najmniej jeszcze jeden obiekt: Jaskinia z Kominem.

Share