Jaskinia Mamutowa

Jaskinia Mamutowa była ostatnim miejscem, które odwiedziłem tamtego dnia.

Znałem tę jaskinię z opowieści, kojarzyłem ją ze zdjęć. Pamiętałem doskonale, że już ktoś kiedyś wspominał o jakimś słoniu, mamucie czy innym nosorożcu i mówił, że tam i ciężarówka się zmieści i tir wjedzie i jeszcze miejsce na tramwaj się znajdzie. Było to w czasach, gdy zaczynałem odwiedzać swoje pierwsze jaskinie. Pamiętam doskonale: wyobraźnia szalała! W końcu jakim sposobem może istnieć tak wielki, podziemny obiekt?

Nie, Jaskinia Mamutowa nie rozczarowała. Domyślałem się z planów jaki będzie miała charakter: wielka, sympatyczna, przewiana w każdą stronę, idealna by urządzić sobie mały cywilizacyjny regresik i zamieszkać w dziurze. Skoro spodziewałem się co zobaczę na miejscu, to Mamutowa nie powinna mnie niczym zaskoczyć czy zdziwić. A jednak gdy z jej wnętrza popatrzyłem na „powierzchnię”, gdy wziąłem pod uwagę pozostałe obiekty jaskiniowe w okolicy, zaskoczyło mnie jak blisko Mamutowej do jaskini Mylnej: gdzieś na zboczu, gdzieś jakby zawieszona, ostatni dowód szaleństw wody, która hasała tu na długo przed przybyciem człowieka.

Nie, nie obszedłem całej jaskini, nie wcisnąłem nosa wszędzie, gdzie się dało. Tym razem tylko i wyłącznie przywitałem się z dziurą, zerknąłem w korytarze i zjadłem w towarzystwie jaskini późne śniadanie.

Może odrobinę żałuję, że nie było mi dane podziwianie wspinaczy dyndających pod stropem w miejscach, które są kompletnie poza moim zasięgiem. A z drugiej strony… Dobrze było wypić kubek mięty w kompletnej ciszy.

Wpadnę tam kiedyś ponownie, ale następnym razem już się odrobinę ubrudzę.

O.

Share