Jaskinia Wierzchowska Górna

Zastanawiam się od dłuższego czasu, dlaczego podoba mi się Jaskinia Wierzchowska Górna. Co w niej takiego jest, że przeglądając fatalne zdjęcia które w niej zrobiłem, zamiast irytacji czuję spokój. A nawet i sympatię? Czy chodzi o to, że Wierzchowska to fajna jaskinia turystyczna? A może zwiedzając w grupie jedynie 3 osób nie irytowałem się łażącymi wszędzie ludźmi? A jeśli po prostu Jaskinia Wierzchowska Górna dostarczyła mi tego dnia rzeczy, której najbardziej potrzebowałem: odwrócenia uwagi od tego, że świat stoi w płomieniach?

Nie wiem, pojęcia nie mam.

Faktem jest, że tym razem udało mi się znaleźć parking (nie łamiąc przy tym przepisów), a nawet przeżyć trasę z parkingu pod otwór jaskini. Tfu, tzn pod okienko kasowe. Dotarłem.

Czasami wydaje mi się, że komercyjne jaskinie mają jeden wspólny element: z niewielkiej ilości korytarzy starają się wycisnąć jak największą ilość atrakcji, punktów do pokazania turystom. Wokół nawet najmniej ciekawych elementów buduje się rozdmuchaną ideologię tylko dlatego, że coś jest, jakiś punkt zaczepienia wokół którego będzie można snuć opowieść trwającą ileś tam minut. A wiadomo, trzeba zrobić dużo ileś-tam-minut, by na folderach chwalić się dłuuuugim czasem zwiedzania.

Wierzchowska Górna taka nie jest.

Nie odniosłem wrażenia, że szukano tutaj na siłę punktów przy których można się było zatrzymać. Gumowe hieny czy niedźwiedzie nie muszą stanowić atrakcji dziury, bo ta jak najbardziej sama się broni przed zarzutami dotyczącymi braku miejsc przykuwających uwagę. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio jakaś dziura tak mnie zaciekawiła. W trakcie (i czasie) zwiedzania nie zdążyłem dojść do tego, jak powstała. Nie zdążyłem do końca zobrazować sobie jej historii, nie dotarłem myślą pod jej spódnicę by zaspokoić ciekawość. Pomimo, że w jaskini i tak spędziliśmy więcej czasu niż pierwotnie wg planu było zakładane, mój głód informacji nie został nasycony. A to wielki plus. Ostatni raz taki przypadek miał miejsce, gdy stanęła na mojej drodze Jaskinia Brzozowa, do której zdecydowanie trzeba wrócić. Podobnie będzie z Wierzchowską.

Zastanawia mnie (i kusi jednocześnie) kwestia „trasy speleo” dostępnej w jaskini, o której dowiedziałem się od sympatycznej Pani Przewodnik. Pomimo, że na witrynie Wierzchowskiej nie można odnaleźć takich wiadomości (albo szukam nie tam gdzie trzeba), poza standardowym spacerem istnieje możliwość zejścia z turystycznej ścieżki. I tu jest problem: z jednej strony plan jaskini wyraźnie wskazuje, że niewiele więcej jest do zwiedzenia niż w przypadku zwykłego przejścia, a z drugiej strony gdy ktoś w takim obiekcie wspomina o „górze” i „dole” – rodzi się ciekawość. Ciekawość, której nie zaspokaja nawet PGI, bo strona wyjątkowo milczy na temat Jaskini Wierzchowskiej Górnej…

Co dalej?

Zdecydowanie powrót. Czy na trasę „speleo”? Nie wiem, dopytam. Czy dla otoczenia Wiechowskiej? Zdecydowanie! Dalszy ciąg tego dnia wiązał się z krótkim spacerem po okolicach otworu. Takiego zagęszczenia schronisk, kamulców i okienek dawno nie widziałem. Przy bardziej sprzyjającej pogodzie buszowanie w okolicach Wiechrzowskiej Górnej może dostarczyć sporo radości, i nie chodzi tu tylko o leżące w sąsiedztwie obiekty typu Jaskinia Mamutowa czy Jaskinia Dzika. Tam po prostu wszytko do siebie jakoś… pasuje. I kusi.

Na koniec nasuwa się jeszcze jedno pytanie: jeśli istnieje Jaskinia Wierzchowska Górna, to czy jest także Jaskinia Wierzchowska Dolna?

Share