Jaskinia Magazyn

Już prawie tydzień minął od dnia, w którym odwiedziliśmy Jaskinię Magazyn i Jaskinię w Kielnikach. Szósty dzień siadam do klawiatury i jakoś nie mogę skleić sensownego wpisu, bo gdy tylko zaczynam wracać myślami do tego wyjazdu, momentalnie staje mi przed oczami obraz przepięknej zimy, którą tego dnia zafundowała nam Jura.

Plan na ten dzień był prosty i niezbyt ambitny: odwiedzić Kielniki, a później wyskoczyć na Sokole Góry, gdzie mamy do odwiedzenia Jaskinię Frakcji N. Ewentualnie, jeśli uda nam się trafić, podejdziemy też pod Jaskinię Magazyn. Taka ot, przechadzka z odrobiną czołgania, by rozprostować nogi. No i w sumie jeszcze jedną rzecz chciałem sprawdzić po drodze: jak w praktyce sprawdza się aplikacja na telefonie, które teoretycznie powinna być przydatna przy poszukiwaniach jaskiniowych otworów. Ale o tym później.

Jak już wspominałem – Jura tego dnia była przychylna. Delikatny minus na termometrze, brak wiatru, przysypany śniegiem las sprawiały, że z radością przeskoczyliśmy ze zwykłych ciuchów w wyjściowe kombinezony. Szybki rzut okiem na mapy i ruszamy leśną drogą, która najprawdopodobniej będzie nas prowadziła w stronę kamieniołomu.


Jednak nie do końca prowadziła. A jeśli mam być szczery, to poszliśmy całkowicie w przeciwną stronę, niż iść powinniśmy. Nie wiem jakim sposobem mając nawigację, mapę i opis dojścia udała nam się ta sztuka, ale faktem jest, że dzięki temu dane nam było zaliczyć solidny spacer leśnymi drogami. A czasami i ścieżkami. No i czasami na przełaj i przez las.

Po jakichś 30 minutach w końcu ruszyliśmy zgodnie ze wskazaniami aplikacji. Radosna strzałka zaczęła nas kierować tam gdzie trzeba, a wprowadzone przeze mnie dzień wcześniej dane zaczęły sygnalizować, że jakimś magicznym sposobem zaraz dotrzemy pod otwór Jaskini Magazyn. No i dotarliśmy!

Jaskinia Magazyn trochę mnie zaskoczyła. Teoretycznie widziałem wcześniej jej plan jednoznacznie określający rozmiar obiektu, ale przyjąłem założenie, że jeśli coś ma być magazynem, to musi być spore. Tymczasem dziura przypominała rozrośniętą ziemiankę, w które Babcia Aldona trzymała przez zimę kartofle. I do tego miała schody. Tzn jaskinia miała schody, nie Babcia Aldona…

Warto tutaj powiedzieć kilka słów o wsparciu aplikacyjnym, na temat którego już padło kilka słów. Jakiś czas wcześniej podpytywałem znajomych, czego użyć by móc w domu spokojnie wprowadzić współrzędne otworu, do którego później zaprowadzi mnie telefon uzbrojony w odpowiednie oprogramowanie. Spośród kilku sugestii wybrałem Locus Map w wersji free. Jak sprawdził się program? Świetnie 🙂 To, co wprowadziłem dzień wcześniej do systemu i to, co pokazywał mi tego dnia telefon, idealnie pokryło się z tym, co mieliśmy pod nogami. Tzn z wejściem do jaskini.

Tym oto sposobem staliśmy pod jaskinią która zaskoczyła rozmiarami i schodami, uzbrojenie w telefon który zaskoczył całkiem sympatyczną aplikacją. Piter nie chciał być gorszy i też zaskoczył beztrosko stwierdzając, że chyba zapomniał akumulatorów do czołówki.

Niech żyje zapasowe światło, które szczęśliwie wrzucił mi do plecaka…

Przejdźmy do samej jaskini: zanim się zaczęła – zdążyła się już skończyć 😉 

Obiekt składa się z dwóch większych salek w których można w miarę wygodnie rozciągnąć nogi…

…oraz mniejszego, bocznego ciągu w którym wyciągnięcie nóg już nie jest takie wygodne. W sensie, że trochę w tyłek gniecie.

Są jakieś ślady bytności zwierząt, jest jakaś szata naciekowa, ale co najważniejsze (i zaskakujące) – nie ma w jaskini śmieci!

Robię w Magazynie kółko (tak tak, na planie nie ma obejścia, które obecnie pozwala wygodnie przeczołgać się w okolicach drugiego otworu) i kierujemy się w stronę „górnego” wyjścia.

Wizyta w jaskini zajmuje nam dosłownie kilkanaście minut. Magazyn okazała się co prawda jedynie schowkiem, ale za to schowkiem całkiem sympatycznym. Można do niej zabrać rodzinę na niedzielny spacer. Oczywiście o ile akurat nie będzie środku pomieszkiwał jakiś lis, skunks, czy inny grizzli.

Ruszamy w dalszą drogę. Jaskinia Magazyn zostaje za nami, a my zaczynamy brnąć pod górę z nadzieją, że Jaskinia w Kielnikach dostarczy nam trochę więcej wrażeń…

Share