Jaskinia Koralowa #2

Plan na sobotę był prosty: Studnisko, później Olsztyńska/Wszystkich Świętych, a na deser Koralowa. Teoretycznie Wszystko mogłoby się wydawać jasne i czytelne: zjechać, połazić, wymałpować do góry, przejść do kolejnej dziury, itd itd itd…

Problem zaczął się wtedy, gdy naszym głównym narzędziem mającym pomóc w lokalizacji otworów, stał się szalejący GPS w zdychającym telefonie, oraz niezawodne: „to chyba by było jakoś z grubsza w tamtym kierunku”. Dobór tak precyzyjnych narzędzi lokalizacyjnych pozwolił nam odbyć całkiem ciekawą przechadzkę pomiędzy otworem Studniska a Wszystkich Świętych:

Szczęśliwie pogoda nie rozczarowała – Matka Natura stanęła na wysokości zadania!

Jakimś sposobem udało nam się dotrzeć pod Olsztyńską/Wszystkich Świętych bez zamarznięcia, utonięcia, czy śmierci głodowej. Niestety u celu drogi okazało się, że we wspomnianych dziurach prowadzone są ćwiczenia ratownicze, więc musieliśmy nieco zmodyfikować plan. Znaczy się, że trzeba było od razu przejść do ostatniego punktu naszego planu.

Wizyta w Koralowej pożarła miliony godzin, pomimo że praktycznie nie zrobiliśmy nic. Ledwie sięgnąłem niezmiennie urokliwej Sali Zawaliskowej, prześlizgnąłem się przez Pochyły Korytarz, ledwie WAR został zdobyty, a już wybijała godzina wyjścia. Coś nie grało w tym zejściu, ani czasowo, ani organizacyjnie.

Nie wiem, jakim sposobem wizyta w Koralowej okazała się tak nieposklejanym przejściem. Wszystko wyglądało trochę tak, jakbyśmy próbowali poukładać puzzle z niepasujących do siebie elementów.

Jednego jestem powien: włażenie na WAR wygląda o wiele gorzej z poziomu obserwatora, niż wspinacza 😉

Zastanawiam się jeszcze, czy Jaskinia Koralowa podczas drugiej wizyty czymś mnie zaskoczyła. Co ciekawe – chyba nie, a to dziwne, bo zazwyczaj wracając do odwiedzonych już obiektów, znajduję okazję do wypatrzenia czegoś nowego. Tym razem po prostu zaliczyłem ponownie otwór jaskini. Wejść – wyjść. Tyle.

Nie wiedzieć jakim sposobem zrobiło się późno. Zbieramy swój bałagan i kierujemy się w stronę samochodów. Jeszcze zerkam przez ramię w stronę Olszyńskiej/Wszystkich Świętych. Wiem, czeka tam na mnie BAKK. Zmierzymy się. Obiecuję.

 

Share