Widelczyk

Momentami wydaje mi się, że siedzę nad brzegiem wielkiej wanny wypełnionej bulgocącą sraką. W dłoni mam mały widelczyk, którym próbuję wybrać tę srakę, przelać ją do maleńkich wiaderek stojących u mych stóp.
Nad wanna unoszą się w powietrzu cztery wielkie dupy. I srają, nieustannie srają do mojej wanny, przy której siedzę ja z widelczykiem i wiadereczkami.

Rzucany na lewo i prawo pomiędzy miastami, zmiatany co chwilę w nową stronę podmuchami niekompetencji i oderwanymi od rzeczywistości pomysłami zastanawiam się, kiedy cały ten świat runie, rozpadnie się w pył i jak wysoko sięgnie słup gówna, gdy cztery wielkie dupy z ciepłym mlaśnięciem wpadną do wanny.

Latami budowaliśmy wartość, w którą ludzie wierzyli. Wiedzieliśmy, że każda minuta poświęcona pracy była inwestycją. Dziś pracujemy na rzecz wirtualnego tworu, który nierealnymi pomysłami demoluje działanie tego, co namacalne, a od efektów czego jest uzależnione jego plugawe, wirtualne życie. Zupełnie jakbyśmy mieli raka siejącego zarazą po organizmie, mającego pretensje o to, że organizm nie jest zdrowy.

Absurd, groteska. Przekraczamy kolejne granice absurdu.

Świat się pali. Ale newsletter mówi o tym, że byliśmy na otwarciu Dupotrona w Zadupiowie. Nasz największy sukces.
Brawo my.

*****

Półtora miesiąca nie byłem pod ziemią. W ciągu półtora miesiąca tylko raz udało mi się wyrwać do klubu na liny. Nie pamiętam smaku błota w zębach, zapachu mokrych lin, wilgotnego kombinezonu. Obiecałem sobie – najpierw sesja, później jaskinie. I staram się, bardzo się staram pokonywać kolejne zadania stawiane przez wykładowców, którzy tym razem jakby trochę bardziej przyłożyli się do zestawów urzeczywistnij-niemożliwe + wykonaj-niewykonalne. Za każdym razem gdy udaje mi się zrealizować kolejne zadanie, czuję się jak wyciśnięta do granic możliwości gąbka. Sinozielony sponcz, który – wydawać by się mogło – nie ma już w sobie kropli wody. A jednak następne zadania potrafią wycisnąć jeszcze pół wiadra cieczy…

Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek w historii mojego kształcenia został zaatakowany takim blokiem zagadnień. I nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek wcześniej był tak bardzo nastawiony na rozszarpanie każdego postawionego przede mną zadania. Zupełnie jakby mój mózg stał przed próbą wyciśnięcia rekordowo załadowanej sztangi i wrzeszczał: dołóżcie jeszcze! I wyciskam tą mózgownicą więcej niż się da i mniej niż mogę i pcham przeładowany gryf tak wysoko, że raz po raz wbija się w sufit zostawiając w gipsie namacalne dowody przekroczenia kolejnych granic.

Może inni wycisną więcej, może mają predyspozycje do lepszych wyników, ale… Wiem, że daję z siebie najwięcej jak mogłem. I jeszcze ciut.

*****

A.
Na hotelowym biurku pojawiła się nowa rzecz. Ramka foto. Taka srebrna, elektroniczna.
Przypomina mi, po co to wszystko. W jakim celu.
Wszystko ma sens.

Share