Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia z Dwoma Otworami, Wilczy Awen, Berkowa, Kalesonowa, Sadek (cz. 10)

Usłyszałem niedawno, że ostatnie notatki, te maratonowe, wieją brudnym siurem, są nijakie, że można odnieść wrażenie, jakbyśmy tylko pędzili przez jaskinie nie zastanawiając się nad nimi. No i w sumie wszystkie wpisy o Maratonie odbiera się tak, jakbym pisał trochę w biegu, na zaliczenie kolejnego punktu, na odpierd… na odczepsię.

Nawet nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że tak bardzo odbija się na wpisach to, jak odbierałem przejścia ostatnich obiektów. Jeśli Czytelnik w ten sposób odczytuje wpis, tzn, że w pełni udało mi się przekazać emocjonalną stronę wizyt w kolejnych dziurach. Żeby nie było: nie robiłem tego z premedytacją, z założenia, bo jestem genialny i chciałem wywołać takie wrażenie. Samo wyszło, przez przypadek. O.

Tak było.

No właśnie, polećmy z następnym, Maratonowym wpisem. Z tym, że to już będzie ostatnia notka spod znaku Maratonu.

*****

Nie pamiętam już, która była godzina. Nie wiem, czy było późno, czy może już wcześnie. Maraton przyjął jakąś dziwną, groteskową formę. Przechodziliśmy z miejsca w miejsce zaliczając punkty, które jakkolwiek nadawały się na ujęcie ich w spisie zaliczonych miejsc. O ile jeszcze mniej, czy bardziej ekspresowo zaliczone dziury mógłbym wymienić z nazwy, coś o nich opowiedzieć, tak naziemne checkpointy były boleśnie nijakie. Tu jakiś okap, tam chyba schronisko, byle był kolejny punkt do listy.

maraton-jaskiniowy-909

Nie mam pojęcia jakim cudem na tamtym etapie Maratonu mój organizm chciał jeszcze działać. Skąd czerpał zapasy energii, motywację, siłę do kolejnego kroku. Jeśli uruchomiły się jakieś magazyny energetyczne zlokalizowane w boczkach, flaczkach czy innych jelitkach, to dziwię się, że nie nastąpiło u mnie samostrawienie.

Po niezwykle eksploatującym (zarówno fizycznie jak i emocjonalnie) zaliczeniu kilku okaposchronów, dotarliśmy do Jaskini z Dwoma Otworami. Niepozorna dziura nie sygnalizowała tego co jest w środku, bardziej udawała kolejne schronisko bez dalszego rozwinięcia.

maraton-jaskiniowy-jaskinia-z-dwoma-otworami-1

Miło było chociaż na chwilę wejść w miejsce, które zachęcało do dalszego zwiedzania. Pomimo, że Jaskinia z Dwoma Otworami nie była niczym więcej, jak salką z dwoma dziurami, sprawiła sporo radości. Dno tej poziomej jaskini było wyjątkowo wygodne. Można powiedzieć, że miejscami zachęcało do krótkiej drzemki.

maraton-jaskiniowy-jaskinia-z-dwoma-otworami-3 maraton-jaskiniowy-jaskinia-z-dwoma-otworami-2

Po przejściu kilkumetrowego korytarza prowadzącego do wyjścia, udaliśmy się w stronę obiektu, któremu było bliżej do psowatych niż jaskiniowatych. Kolejny na liście był Wilczy Awen.

Nie wiem, czy to kwestia późnej godziny, czy może zmęczenia, ale jestem przekonany, że Wilczy Awen był jednym z najpiękniejszych zjawisk niejaskiniowych na naszej liście.

maraton-jaskiniowy-wilczy-awen-1

Pomimo, że psowata dziurwa nie była niczym innym, jak szparą pomiędzy skałami, odwiedzenie jej dało sporo radości. Może chodziło o to, że znów mieliśmy okazję wpiąć się w linę, a może o to, że pierwszy raz zjeżdżałem w nocy do takiego obiektu…

maraton-jaskiniowy-wilczy-awen-3 maraton-jaskiniowy-wilczy-awen-4

Wilczy Awen nie zabrał zbyt dużo czasu. Kilka (kilkanaście?) metrów dna nie przyniosło żadnych zaskakujących atrakcji, więc wgramoliliśmy się na liny, by ruszyć w stronę Jaskini Berkowej, nie wiedzieć czemu nazywanej przez współtowarzyszy Jaskinią Kalesonową…

maraton-jaskiniowy-jaskinia-berkowa-kalesonowa-4

Gdybym wcześniej zapoznał się z planami, wiedziałbym, że Jaskinie Berkowa miejscami jest ciut ciasna. Plan SKTJ wyraźnie sygnalizuje dwie Z II. Na szczęście nie wiedziałem o tym, że mogę się nie przecisnąć, więc… jakoś przepchałem swoje cielsko przez ciasnoty. Jak się okazało – Berkowa jeszcze niedawno faktycznie mogła wymagać rozebrania się do kalesonów by udało się przejść przez dwa najciaśniejsze punkty. Na szczęście dla mnie, niejeden speleozad szlifował berkowy spąg, dzięki czemu udało mi się przepełznąć całość jaskini bez konieczności wzywania JOPRu z dłutami i młotami udarowymi.

maraton-jaskiniowy-jaskinia-berkowa-kalesonowa-2

Po wydostaniu dupska z ostatniego odcinka Berkowej, zrobiło się nagle… Smutno. W zasadzie nie pozostało do zrobienia nic innego, jak kierowanie się w stronę samochodu. Co prawda, po drodze jeszcze odwiedziliśmy kilka miejsc (punkciki muszą się zgadzać), jednak jeśli mam być szczery – tylko jedno z nich zdążyło jeszcze zrobić na mnie duże wrażenie: Sadek.

maraton-jaskinowy-sadek-1 maraton-jaskinowy-sadek-2

Niewielkie obniżenie terenu połączone z sympatycznym schroniskiem, nawet w ciemności dostarczało przyjemnych doznać. Z pewnością wiosną musi być to jeden z najbardziej malowniczych punktów naszego Maratonu Jaskiniowego.

Sadek był ostatnim obiektem na liście.
Po nim nie było nic, poza powrotem do samochodu, szybkim wlaniem w siebie kilku łyków ciepłej herbaty, a następnie ułożeniem się w śpiworze.
Zasnąłem w kilka minut. Za oknem pierwsze oznaki nadchodzącego wschodu zaczęły rozrzedzać ciemność.

*****

Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała odbył się ponad miesiąc temu. Sporo czasu minęło, zanim uporałem się z wszystkimi zdjęciami, wpisami, wynotowanymi gdzieś na boku informacjami. Długo zastanawiałem się, jaką ocenę wystawiłbym tej imprezie. Z jednej strony jaskiniowa nazwa wydarzenia sugeruje przejścia samych jaskiń, przez co człowiek może czuć się rozczarowany wliczaniem okapów i minischronisk do listy zaliczonych punktów, lecz z drugiej, przecież nie pojechałem tam, by bić jakieś rekordy, czy pilnować poprawności zapisów dotyczących wydarzenia, w którym uczestniczyłem jako gość.

Po odrzuceniu kompletnie zbędnej analizy co jaskiniowym obiektem jest a co nie, pozostaje jedna myśl: miałem okazję wziąć udział w bardzo ciekawym przedsięwzięciu, które dało mi okazję do odwiedzenia sporej ilości ciekawych miejsc. I co najważniejsze – robiłem to z przyjemnością, w bardzo miłym towarzystwie.

Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, czy zdecydowałbym się na ponowne uczestnictwo w tej imprezie wiedząc już, w jaki sposób ona przebiega, powiedziałbym bez wahania: oczywiście.

*****

Serdecznie dziękuję bielskiemu klubowi za możliwość dołączenia do wyprawy.

Share