Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Zawał (cz. 8)

Jeśli miałbym określić, w którym momencie po raz pierwszy miałem dosyć wszystkiego, kiedy naprawdę zacząłem przeklinać Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała, to bez wahania, z pełnym przekonaniem stwierdziłbym: pod Żabią.

Jaskinia Żabia była mi już wcześniej znana. To jedna z tych pierwszych, śmiercionośnych dziur pionowych, w których uczyłem się korzystania ze sprzętu to zejścia/wyjścia. Jak przez przez mgłę pamiętam moment, w którym drżącą rolką zdejmowałem hamulec z rolek i ruszałem w dół…

Tym razem Żabia dostarczyła emocji w nieco inny sposób: przywitała nas deszczem, który po chwili przeszedł w grad.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-1

To w tym momencie zacząłem się zastanawiać: po co mi to? Czy zejście do dziury w której już byłem, ma jakiś sens? Czy będę z tego zejścia czerpał jakąkolwiek radość?
Nie była to łatwa decyzja, tym bardziej, że ulewa nie słabła, a wnętrze kurtki z której musiałbym wyjść, wydawało się tak ciepłe…
Kilkanaście minut później byłem na dole.

Jaskinia Żabia nie odbiegała wiele od tego, co zostało mi w pamięci. Lekka jazda w dół, przyjemne wyjście w górę. Tylko krata na dole była… zaskakująca. Nie przypominam sobie, by podczas wcześniejszej wizyty którakolwiek część jaskini była niedostępna…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-2

Teoretycznie dziura płazowa wiązała się z jedną, szczególną atrakcją: okazją do użycia przy wyjściu drabinki. Tego wyzwania nie podjąłem. Chyba po prostu jestem już zbyt leniwy i wolę sobie w razie potrzeby wygodnie zawisnąć w uprzęży, która wtedy wydawała się zdecydowanie bardziej stabilna od majtających się w każdą stronę szczebli.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-4

Po wykumkaniu z Żabiej, ruszyliśmy w kierunku kolejnego otworu. Naszym celem była Jaskinia Sulmowa.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-1Ciasny otwór jaskini zlokalizowany w zapadlisku, nie sugerował konieczności używania sprzętu. W zasadzie faktycznie był zbędny: przy użyciu technik Praszczura Taternikusa udało się bezpiecznie zejść do dna jaskini, z którego po kilku minutach ruszyliśmy ku górze.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-2maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-3

Jaskinia Sulmanowa niczym szczególnym nie zapisze się w mej pamięci. Ot, łatwo weszło, szybko wyszło, łatwo poszło.
Po powrocie na powierzchnię zaczęliśmy się kierować w stronę Jaskini Zawał, zerkając po drodze pomiędzy Babie Nogi.

Maszerując w kierunku Zawału, gdzieś głęboko, za opadającymi powiekami, za przyćmionymi gałkami ocznymi rodziła się myśl: coś o tym Zawale ostatnio słyszałem. A w zasadzie czytałem. To zdaje się była jakaś aktualnie odkopywana dziura, że niby jakieś nowe partie, czy coś… TAK! To jakaś świeżynka!

Fakt, Jaskinia Zawał jest świeżynką (w nowych partiach), fakt, prowadzone są tam prace, ale faktem jest również to, że jedyna rzecz większa od rozgłosu wokół wspomnianych prac, to rozmiar kraty, która blokuje wejście do środka obiektu.

jaskinia-zawal

Nie pozostało nam nic innego jak dojść do kraty, powąchać miejsce, gdzie mogłaby być klamka i ruszyć do góry. Niewielkim pocieszeniem może być fakt, że dotykaliśmy skał po których stąpał Rysiecki, dotykaliśmy kamieni o które się opierał, a może nawet ten sam bród trafił pod nasze paznokcie…

Idziemy dalej. Po drodze jeszcze jest Schronisko Południowe, a za nim czeka na nas…

Share