Jaskinia Wodna Pod Pisaną

Zdecydowanie mam słabość do jaskiń „organizacyjno-jurajskich”, czyli takich, w przypadku których akcja od wyjścia spod śpiwora do powrotu pod śpiwór, zamyka się w ciągu 8 godzin. Czy wynika to z lenistwa? A może wygody? Nie wiem.

Widocznie już ze mnie jest taki weekendowy grotołaz.

…a jaskinia Wodna Pod pisaną jest właśnie taką weekendową dziurą. Niecałą godzina marszu od wejścia do Kościeliskiej, prosta i płaska droga, do tego wloty zlokalizowane są w taki sposób, że z którego by człowiek nie korzystał, to musi (o jaki smutek) odstawić szopkę z przebieraniem się na środku szlaku. A przecież wiadomo: wzrok zaciekawionych ludzi, którym imponuje się swoim super-ultra-zawodowym sprzętem, czerrrrrwonym (jak diabelskie dusze uczestniczek Czarnego Marszu) kombinezonem, oraz ogólny podziw i uwielbienie to jest to, czego staramy się unikać.
I z tego to właśnie powodu przebieramy się trochę wolniej (a popatrzcie sobie, jakie mam pro-kaleso… eeeeee… bieliznę termoaktywną znaczy się), dłużej celebrujemy montowanie światła na kasku (a wezmę dziś tą większą czołówkę, może daje mniej światła niż chińskie aliexpress, ale wygląda bardziej PRO), a słownictwo którym się posługujemy gdy już zbierze się wokół wianuszek ociekających zaciekawieniem i podziwem widzów, mógłby przyprawić o zawał każdego minimalnie ogarniętego widza Discovery Channel: te jadowite sieciarze jaskiniowe, te dysputy o bolesności UKĄSZENIA przez Meta Menardi, te jaskiniowe gatunki endemiczne, te zetki i zacipienia… Tak bardzo grotołaz!

so_good

Oczywiście w naszym przypadku tak nie było. Nie, nie unikamy odstawiania szopki, po prostu tego dnia „trochę padało”…

jaskinia-wodna-pod-pisana-03 jaskinia-wodna-pod-pisana-04

…więc wianuszek gapiów był jakby mniejszy. A i dysputy o sieciach i zetkach nie miały sensu w chwili, gdy wszystko zagłuszał deszcz lejący się z nieba.

jaskinia-wodna-pod-pisana-06

Żeby być uczciwym przyznam, że nie do końca wiedziałem którędy będziemy wchodzić i wychodzić. Teoretycznie dzień wcześniej zrobiłem rekonesans, starając się zorientować który otwór jest drożny, a który zawalony, ale jakoś nie byłem pewny: wejdziemy od strony wody, szlaku, czy sprawdzimy stopień zawalenia ostatniego otworu?

Ostatecznie wybór padł na otwór II od którego przeszliśmy pod zawaloną III, by wyjść od strony 1. Wiadomo, lans w wodzie na Kościeliskiej musi być.

Jaskinia. Hm…
Wodna pod pisaną wydaje mi się bardzo jurajska. Nie chodzi tu o gabaryty, czy to, jak łatwo można do niej dotrzeć. Mam na myśli pierwsze wrażenie: ciasno, ślisko, ściany gładkie, odrobina błota. Coś jak w kiepskim porno.
Jaskinia Wodna Pod Pisaną poprzez bogactwo szaty naciekowej naprawdę przywodziła na myśl jurajskie dziury. Można było w niej spokojnie siąść pod całkiem przyjemnym stalaktytem, zobaczyć odrobinę zawaliska dyndającego nad głową, a jednocześnie (w początkowych partiach od strony II otworu) ślizgać się niczym w Jaskini Twardowskiego w Piaskowej Rurze. Po prostu… jurajsko-przyjemnie.

jaskinia-wodna-pod-pisana-07 jaskinia-wodna-pod-pisana-08 jaskinia-wodna-pod-pisana-09

Jedyne, co mam do zarzucenia Wodnej Pod Pisaną, to warunki, które ewidentnie nie sprzyjały tego dnia robieniu zdjęć. Unosząca się para skutecznie uśmiercała światło, błoto oklejało kamerę w każdy możliwy sposób, a aparat wszedł w tak bliski kontakt z piachem, że uległ zablokowaniu spust migawki. Zdecydowanie, to nie był dzień na zdjęcia.

W jaskini spędziliśmy niecałe dwie godziny. Stanowczo za mało – jeszcze można było się powygłupiać, zerknąć głębiej w kierunku syfonu. Niestety, tego dnia nie mogliśmy sobie pozwolić na więcej.

jaskinia-wodna-pod-pisana-10 jaskinia-wodna-pod-pisana-11

Wrócę tam, zdecydowanie. Z nieco większą ilością czasu, w czasie, gdy na zewnątrz będzie cieplej, gdy będzie można pozwolić sobie na ciut mocniejsze wychłodzenie podczas borowania w Wodnej Pod Pisaną.

A najlepiej, to byłoby zrobić tę jaskinię zimą. O.

jaskinia-wodna-pod-pisana-14

Share