Przed Wodną Pod Pisaną

Piątkowy poranek.

Po ciężkiej nocy podejmuję wyzwanie Miliona Schodów – próbuję zejść na dół. W końcu wypadałoby wypić kawę.

Tuptanie po schodach to jakiś koszmar. Z płaskim terenem jest nieco lepiej, jednak nie zmienia to faktu, że poruszam się, jakby ktoś odstrzelił mi połowę kończyn i dodatkowo wsadził mi w tyłek paczkę gwoździ. Mimo to dzielnie dopełzam do obozowej kuchni, robię kubek kawy czarnej jak szatan. Tyle, że białej. No i z cukrem.

Znad kubka obserwuję Kursantów zbierających się do wyjścia. Dziś w planie mają Kasprowe. Żal mi dupsko ściska, zazdrość aż trzeszczy pomiędzy zębami. Dziś mogę zapomnieć o wyjściu z nimi, dziś pisane mi będą jedynie wycieczki po płaskim.
Zerkam za okno – coś jakby słońce, błękitne niebo. Na szczęście pogoda będzie dziś sprzyjać spacerom.

Gdzieś pomiędzy połową, a końcówką kawy, wpada mi do głowy pomysł: Wodna Pod Pisaną. Przecież planowaliśmy w tym roku odwiedzić Wodną, przecież to łatwa, pozioma jaskinia, do tego mała, idealna na lekkie popołudnie.
Co prawda nie mam przy sobie jej planu, ale przecież to taka maleńka dziurka, spokojnie da się jej plan przerysować z monitora…

Wstawiam wodę na drugą kawę. Temat pisanej trzeba jeszcze na chwilę zostawić, teraz należy zająć się nogą. No i żołądkiem.
Pora zjeść śniadanie.

*****

Piątkowy wieczór.

Patent z pisaniem na Pisanej spisał się. Nazwa zapisała mi się w pamięci (heheszki, taka gra słów).
Polana Pisana- tak, znów tu siedzę.

dscn2839

W ramach realizacji pomysłu z Wodną pod Pisaną, wybrałem się na krótki spacer. Bardziej, by sprawdzić, czy kolano podoła, niż w celu podziwiania okoliczności przyrody. A mimo to, siedzę na dupsku gapiąc się w skały.
Po prawej Zdziary, Organy, po lewej Stoły. O ile dobrze pamiętam.

Jedna myśl plącze mi się po głowie, myśl wynikająca z wczorajszej rozprawy na temat powstawania Jaskini Czarnej. Dopiero teraz, siedząc „na dnie” doliny dostrzegam, że znajduję się w korycie rzeki, która kiedyś tędy płynęła. Wielkiej rzeki.

dscn2851

Teoretycznie niewiele znacząca myśl wali w łeb niczym obuch. Jeśli Biały Korytarz w Mylnej wydawał się „ładny i spory”, to jak określić rozmiar tego, co wykonała rzeka, dla której Kościelisko było jedynie korytem? Jak bardzo nieznacząca w tej sytuacji jest Czarna, czy Mylna i spółka – jaskinie stosunkowo duże w porównaniu do jaskiń Jury, a jednak skalą przepływu wody nie umywające się do całości procesów hydrologicznych, które zachodziły w tej okolicy?
O matko, co za wydumany, pseudonaukowy bełkot. Pora zobaczyć wejścia do Wodnej i wracać.

dscn2841 dscn2844 dscn2847

******

Późny piątkowy wieczór.

Piwo na Kirach. Tak, w tym miejscu przy samym wyjściu z Doliny. Bo zawsze mi się marzyło, ale nigdy nie było okazji. Bo zawsze za późno, albo za mało czasu, albo miliony innych rzeczy.

Więc tym razem dumny z siebie, dumny z przejścia tego ogromu kościeliskiej trasy, pozwoliłem sobie na jedno małe. Takie za 5 zeta. No bo w sumie 5 zeciszy to mało gdy chce się człowiekowi pić. Nawet, jeśli za piątaka dają tylko 0.3 litra.

…5 zeta za wejście do tego lasu? Co tak dużo?! Jaki park? Panie, ale za co pięć złotych, za to, że połażę po tym waszym Kościlisku?!
Bo ja to widzę, ja to wszystko liczę, bo to jest pięć zeta razy czista dni razy te tysiunce ludzi, to ładny sobie ty kapitał na tych nas, turystach zbijacie! To zdzierstwo jest, ja podatki płacę, a żerowanie na nas, turystach, to jest nieludzkie i bezczelne!

Ale po równym i uprzątniętym szlaku, to fajnie się chodzi, nie?
I sra się w czystych ToiToikach też całkiem przyjemnie, hę?
Heh… Z pozdrowieniami dla Januszów awanturujących się przy wejściu do doliny. Niech moc cebuli będzie z Wami!

Share