Jaskinia Raptawicka

…ciągle zapominam nazwy Polany Pisanej. Siądę tu i napiszę coś. Może mi się skojarzy.

Jaskinia Raptawicka. Niedoszły „projekt” MROK. Tym razem dojście bez zalegającego śniegu. Jeszcze nie ma bieli, jeszcze nic nie chrupie pod butami, jeszcze jest zielono i szumiąco. I pusto. Nie wiem, czy to kwestia kocówki września, czy pory dnia, ale w końcu nie ma w Dolinie ludzi, hałasu, męczących wrzasków i ciągłych narzekań.

jaskinia-raptawicka-3 jaskinia-raptawicka-4

Tylko telefon tak wyczekiwany, zamiast z radością nucić – zgrzyta zębami.

jaskinia-raptawicka-7 jaskinia-raptawicka-8 jaskinia-raptawicka-9 jaskinia-raptawicka-12

Zanurzam się w Raptawickiej. Zdziwiony. Faktycznie, jest tu drabina, są też kapsle. I puste puszki i folia po Goudzie z Tesco. „Nasi” tu byli.

jaskinia-raptawicka-15

Mając w pamięci plan jaskini, nurkuję w korytarze, korytarzyki, szczeliny. Jest mokro, chłodno, przyjemnie. Tylko dziwnie tak jakoś bez kombinezonu, bez worka, jedynie z chęcią i wyczekiwaniem na kojącą nutę, zamiast zgrzytu zębów w telefonie.

Obchodzę jaskinię.
Chyba znajduję miejsce, gdzie był przekop do Mylnej. Nie pcham się tam, jeszcze moje grube dupsko na nowo przepcha swoim ciężarem długą drogę w dół i nastąpi MROK na 100%.

jaskinia-raptawicka-17 jaskinia-raptawicka-19 jaskinia-raptawicka-20

Dziurka przyjemna. Spacerowa. Nawet chętnie bym się w niej położył, wpełzł w tą czy tamtą szparę. Ale to nie dzisiaj. Przecież nie zabierałem nawet kasku.

Wychodzę z Raptawickiej. Na dworze zapada zmierzch.

jaskinia-raptawicka-21 jaskinia-raptawicka-22 jaskinia-raptawicka-23

Pora wracać do bazy. Trzeba jeszcze postraszyć Kursantów opowieściami o tym, co czeka ich jutro.

Share