W końcu.

W końcu udało mi się zobaczyć Zakopane.
Tzn. Nam.

W końcu zobaczyłem Krupówki.
Tzn. zobaczyliśmy.

W końcu, po roku, dowiedziałem się, jak wygląda druga strona miejsca, w które to ostatnio tak często dane mi było jeździć. I nie jeździć.
Spędziliśmy tydzień w Zakopanem. Tydzień pod Tatrami. Nasz pierwszy wspólny tydzień tam, a jednocześnie mój pierwszy-tam-i-prawie-bez-jaskiń. I nadziwić się nie mogę.

krupowki

Komiczne musiało być to, jak bardzo ostrzyłem rogi na Tatry, przyjmując, że każda forma Tatr jest równie wymagająca jak ta, którą podsuwał mi kurs. Więc dziwiłem się widząc dziesiątki razy więcej ludzi niż na Kościelisku, które uważałem za przeludnione o szóstej rano i jedenastej wieczorem. I dziwiłem się przez tłumy i denerwowałem przez nie też. I zaskakiwał mnie harmider i huk i chaos. Bo przecież w tym rejonie Polski zawsze było jakby bardziej pusto i tylko trawa i kamienie i ja z wysiłku skwierczący spod plecaka.

Zdziwienie.

To dobry temat przewodni. Bo dziwiłem się dużo.
Dziwiło mnie, jak długo potrafię spać, bo spało się dobrze. I to mnie dziwiło, że zamiast rozwrzeszczanej małej mordy pod pachą – drze się za oknem Mućka. I że za oknem wspomnianym, zamiast drzew czterech i rozdzielni prądu szarej, stok jest bardzo nienarciarski. Bo bardziej letni był niż zimowy i na nartach zjeżdżać się nie da.

turnie

I droga na Morskie Oko mnie zdziwiła, bo taka asfaltowa, no i Oko Morskie też, bo takie mniejsze niż się wydawało, a tania kawa droższa niż by się wydawać mogło.

morskie-oko-2

Tydzień wielkich zdziwień. Bo w sumie pojechaliśmy na koncert, na który w sumie nie pojechaliśmy, bo w sumie chorowaliśmy, ale odpoczywaliśmy, bo tydzień minął tak szybko i trzeba było wracać.

DSCN2197

I nie pozostało nic więcej, jak deszcz przed nosem i za plecami i złość na kolarzy co to zablokowali wszystkie drogi i zapierający dech w piersiach smród spalin radośnie wypierdywany przez Zabrze w naszą stronę. Zupełnie, jakby cieszyło się z naszego powrotu.

rdy DSCN2201rdDSCN2247

To był dobry tydzień. Bardzo dobry. A teraz znów siedzę gdzieś w hotelu, gdzieś pomiędzy za dużym, dwuosobowym łóżkiem, a wielkim telewizorem. I mam po prawej Hity, no i piwo mam. No i nie zabrałem tej ramki na zdjęcia, co to obiecałem sobie, że będę zabierać. I zaraz uczyć się trzeba.
…bo jest plan i nie waham się go realizować.

 

Share