Jaskinia Ciesenć

Poranki są chłodne, ale takim chłodem przyjaznym. Sprzyjającym, lekko pobudzającym z rana. Taki delikatny pstryczek w rdzeń kręgowy: wstałeś, wyszedłeś, idziesz do pracy, zaczął się nowy dzień!

Tak, zrobiło się ciepło. I nie jest to wrażenie ciepła znikające, gdy tylko słońce schowa się za horyzontem. To prawdziwe ciepło oddawane wieczorem przez wygrzane słońcem ściany, beton, skały. To ciepło płynące po plecach podczas przemarszu przez duszny las w stronę jaskini, to ciepło przyjemnie grzejące w nerki, gdy człowiek ma chwilę by rozciągnąć się na kamieniu.

Tylko przebierać się trzeba sprawniej i szybciej trzeba nurkować w otworze jaskini. Bo w kombinezonie to na powierzchni jednak trochę… za dużo tego ciepła.

Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.

Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.

jaskinia-ciesenc-2

jaskinia-ciesenc-3

Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.

Koniec końców poddajemy się – zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.

Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!

jaskinia-ciesenc-7

Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.

jaskinia-ciesenc-9 jaskinia-ciesenc-10

Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.

jaskinia-ciesenc-35

Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.

jaskinia-ciesenc-25 jaskinia-ciesenc-29

Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.

jaskinia-ciesenc-32

…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!

Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza.

Czerwiec. Tak, zrobił nam się pierwszy czerwca. I jakoś tak wszystko ładnie się układa: dziś poleci wniosek o wydanie Karty Taternika, może pojawią się oceny z kolejnego przedmiotu, najpewniej uda mi się dokończyć materiały do następnego zaliczenia, a później będzie weekend i szkolenie i okaże się, że te wszystkie maleńkie nieistotności, budują naprawdę piękny i szczęśliwy, ośmiorniczy absolut.

Wiem, czego chcę i nie zawaham się do tego dążyć.

Share