Up! Up! Up!

Wszystko tak jakby trochę powskakiwało na swoje miejsce. Zaczyna robić się poukładane, kompletne. Nazwane. Jednoznaczne.

Stabilne.

Ostatnie półtora miesiąca minęło trochę za szybko. Teoretycznie nic czarnodziurskiego się w jego trakcie nie działo, lecz z drugiej strony wydarzyły się miliony rzeczy. Dziś, patrząc na zdjęcie z ostatniego wpisu, nie potrafię dopuścić do siebie świadomości, że już prawie maj. Szybko minął ten czas. Nam minął.

*****

Egzamin uwaliłem. Kompletnie. Poddałem się przy topo. Wiedziałem, czułem, że to nie ten dzień, nie ta pora. Teoretycznie nie wiem po co pojechałem jeśli wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Chyba nie chciałem, by moje zachowanie odebrane zostało, jako ignorowanie kursu, egzaminu, zaangażowania Instruktorów. Wypadało odpowiedzialnie przyjąć liścia na twarz.
Bo to nie był ten dzień, nie ta pora. Czasami tak jest i już. Można tego nie rozumieć, ale trzeba to zaakceptować.

Po egzaminie nastąpiło wyciszenie. Żadnych jaskiń, żadnej Krav, rozkoszne obrastanie w tłuszczyk i korzystanie z życia, które coraz mniej jest beztroskie, a coraz bardziej ukierunkowane. Udało mi się wykrztusić wszystko o czym marzę. I – o zgorozo – udaje się te marzenia realizować. Powoli. Nam się.

*****

…złamałem sobie taką jedną wewnętrzną kość. Jedna z grupy Kości Strachliwych. Odpowiedzialne one są za zachowania, które sprytny człek może określić instynktem samozachowawczym, a świadomy czymś, co blokuje. I zrobiłem taki maleńki krok. Ruszyłem powoli w górę. Pomimo, że skała trochę jakby śliska i w ręce zimno. I przedramiona też zdziwione tym, co i jak utrzymać muszą. I potrafią. I chcą.

mPICT_20160420_143244

Dostałem do ręki nowe narzędzia, którymi można wybudować nową, własną drogę w górę. Wszystko to trochę przeraźliwie trzeszczy i dzwoni, można się momentami pogubić, gdy człek rozpaczliwie szuka choćby najmniejszej szczeliny, punktu zaczepienia, który zapewni zabezpieczenie, psychiczną stabilizację na kolejne dwa – trzy kroki w górę.

PICT_20160422_124549

Momentami wydaje mi się, że to już ten moment, kiedy zacznę spadać w dół, ale nagle się okazuje, że jeszcze jest gdzieś w środku zapas energii pozwalający wybić się ponad miejsce przez które wcześniej nie potrafiłem przejść.

Dziwne to wszystko. Z jednej strony nadal się boje, ale z drugiej strach, obawa, są czymś bardziej racjonalnym. Zupełnie, jakby udało się przekuć je w ten rodzaj emocji, które pomagają zachować zdrowy rozsądek, jednocześnie przypominając, że NIGDY nie jest do końca bezpiecznie. Bo wszystko pojawia się i znika.

PICT_20160422_133107

Oglądałem kilka dni temu, jak człowiek osuwa się w dół. Zobaczyłem siebie sprzed setek dni. Mieszankę bezsilności, próby utrzymania się na ostatnim chwycie, tęskniącego wzroku wbitego w utraconą klamę. Wstrząsające.

I pomyśleć, że nasze drogi się kiedyś skrzyżowały.

PICT_20160420_154449

Zaraz maj.

Share