Kurs Taternictwa Jaskiniowego: Jaskinia Miętusia Wyżnia

Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Szefowa Kursu trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, kolejny człek wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko pozostali dwaj kursowi speleopsychoapci bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.

Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy.

jaskinia-mietusia-wyznia-1

Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.

jaskinia-mietusia-wyznia-2

Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.

Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: jako dwaj wskazani przez Szefową kursanci, mamy wyłączność na poręczowanie i deporęczowanie (bo my dwaj podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – mój partner przejmuje budowanie drogi w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy – ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).

jaskinia-mietusia-wyznia-3jaskinia-mietusia-wyznia-4

Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób.

jaskinia-mietusia-wyznia-5

Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć. Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu.

jaskinia-mietusia-wyznia-6 jaskinia-mietusia-wyznia-7

Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.
jaskinia-mietusia-wyznia-12

Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:

  • Dwaj kursanci przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;
  • Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;
  • Wspomniani wcześniej, dwaj speleopsychopaci stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę.

W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.

jaskinia-mietusia-wyznia-8 jaskinia-mietusia-wyznia-10

Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.

jaskinia-mietusia-wyznia-9

Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji.

Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy…

jaskinia-mietusia-wyznia-13

Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…

Share