Kurs Taternictwa Jaskiniowego: Jaskinia Zimna

Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.

Przyznam się bez bicia, że odczuwałem wielką obawę przed zimowymi wyprawami do jaskiń. Letnie podejścia były na tyle szokujące, że bałem się myśleć co będzie zimą. Szczególnie wyprawa podczas której naszym celem była Jaskinia Marmurowa, dała mi w kość (o czym zresztą już wspominałem). Nie mogłem sobie wyobrazić, jakim sposobem mamy przejść zimą drogę podobną do trasy pokonywanej w trakcie wspomnianej wyprawy?

2015-07-19-491

Nie wierzyłem, że ktokolwiek będzie w stanie zmusić mnie do przejścia takim zboczem w momencie, gdy przykrywa je śnieg.

Obawy moje udowadniały, jak bardzo małe pojęcie mam o tym, co nas czeka w trakcie kursu. Zimowe podejścia okazały się jednymi z najłatwiejszych, o ile nie napiszę, że były przyjemne. Dlaczego użyłem zwrotu „były”? Bo czeka mnie już tylko jedno zejście w ramach kursu. W lutym odwiedzam ostatnią jaskinię zimową i zamykam listę dziur, realizując cały program kursowych zejść pod ziemię. Tak. Jakimś cudem minął rok.

jaskinia-zimna-0005

Jaskinia Zimna. Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć: trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic…

jaskinia-zimna-0007

Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Kolejno pokonujemy rozlewisko, jednocześnie prezentując swoje bogactwo językowe.

jaskinia-zimna-0009

W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Ci bardziej sprawni, znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.

jaskinia-zimna-0018

Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje połowę składu, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Reszta z naszej czwórki jest nie do zatrzymania: bez problemów docierają do Korytarza Galeriowego.

jaskinia-zimna-0020

W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon. Ostatni odcinek jaskini pokonujemy szybko i sprawnie.

Doskonale pamiętam, jak w jednej z poprzednich notek pisałem:

Jaskinię Miętusią będę wspominał głównie jako miejsce, w którym przekonałem się, że o chłodzie i wilgoci do tej pory nic nie wiedziałem. Teoretycznie Jaskinia Kasprowa Niżnia dała okazję do kontaktu z większą ilością wody, jednak warunki w jakich ów kontakt następował sprawiają, że to Miętusia jest dla mnie wilgotniejszą dziurą. W końcu to właśnie w niej pierwszy raz miałem okazje przekonać się, jak wygląda upierdliwy jaskiniowy deszcz. I jak bardzo wychładza stanie w kolejce do wyjścia w momencie, gdy rześka woda rozkosznie leje się za kołnierz.

Co mam do powiedzenia na temat wilgoci po wizycie w Jaskini Zimnej? Sam nie jestem pewien. Teoretycznie jaskinie Kasprowa Niżna, Miętusia i Zimna to dziury zimowe i mokre. Jednak w przypadku każdej z nich wilgoć, chłód i zimno występowały w całkowicie innej formie. W inny sposób działały na organizm. Jeszcze niedawno mógłbym powiedzieć, że w jaskini jest mokro, jeśli jest w niej woda. Czy to lejąca się na łeb, czy taka po której się chodzi – bez różnicy. Dziś wiem, że w przypadku każdej z jaskiń wilgoć włażąca za kark była zupełnie inna. Kompletnie inaczej działałem w Kasprowej Niżnej, gdzie kontakt z wodą następował z wyboru (no, może poza przypadkiem gdy odpadłem od ściany i zwaliłem się do rozlewiska), niż w Miętusiej, która dobijała deszczem lejącym się podczas pokonywania komina. Całkowicie odmienna od poprzednich była wilgoć Zimnej: w tym przypadku woda była jedynie jedną z technicznych przeszkód, które należało pokonać. Nauczeni doświadczeniem, że woda (czy to ta na ziemi, czy ta spadająca na łeb) nie gryzie, klnąc na czym świat stoi pakowaliśmy dupska do wody. Bo ponor nie był czymś szczególnym. Ot, taka przeszkoda, tyle, że nie da się jej obejść, przecisnąć przez nią czy jej wywspinać. Trzeba ją zaliczyć na waleta z dupskiem w wodzie.

*****

Za chwil kilka trzeba będzie zacząć pakowanie, ogarnianie map i szkiców. Jestem bardzo, ale to bardzo ciekaw, czym zaskoczy mnie kolejna, mokra jaskinia.

Share