Teatr Nowy w Zabrzu – Wysokie Napięcie: Równia pochyła.

No i rozpoczął się nowy sezon. Spragniony teatralnych wrażeń, z wywalonym jęzorem pognałem do Teatru. Nie to, że zaczęła mnie ruszać kultura wysoka, czy ewoluowałem intelektualnie ponad poziom człeka znajdującego przyjemność w wytarzaniu się po dnie jaskini, ale…

…ale poprzedni sezon naprawdę był niezły. Fakt – zdarzały się wzloty i upadki: Teatr Nowy w Zabrzu obok poruszających Matek potrafił strzelić w pysk nijakim Boże Mój z nudzącymi się aktorami, ciężkostrawne a jednocześnie na swój sposób wartościowe Top Dogs świetnie tworzyło wielkokalibrowy duet z Kocham, gdzie z obu spektakli można było wyssać wiadra jadu, który sami sobie ważymy w najmroczniejszych zakamarkach własnej duszy… Warci wspomnienia, patriotyczni Obywatel K i genialny Jasio (szczególnie w wersji plenerowej) – wszystko to przedstawienia, którym poświęcony czas nie ma prawa być określony jako zmarnowany. Nawet, jeśli pozostaje delikatny niesmak po nieświeżym aktorzeniu skapującym ze sceny.

Jednak najważniejszym wydarzeniem ubiegłego sezonu jest, było i będzie O co biega. Dziesiątki minut poświęcone na śledzenie wydarzeń dziejących się na scenie, mogę bez obaw określić jako najlepiej spędzony czas w teatrze. Wartka, okraszona świetnym humorem, przykuwająca uwagę widza historia jest niczym maść na zbolałą duszę widza, umęczoną życiem w tym smutnym jak p*zda mieście.
Mając jeszcze w ustach posmak radości płynącej z oglądania tej brytyjskiej farsy, wpakowałem się na widownię by chłonąć kolejną pozycję z afisza. Komedię.

Wysokie napięcie.

Wysokie napięcie – synonimy: niesmak, zdegustowanie, a przede wszystkim rozczarowanie. Spektakl, który początkowo wydawał się świetną komedią kryjącą pod głównym nurtem wydarzeń szereg przytyków i aluzji skierowanych przeciwko widzowi sprawiał, że ludzie na widowni śmiali się tak naprawdę z siebie. Obnażenie ludzkich wad, prawd i przedstawienie ich w lekkiej formie, tworzyło naprawdę ciekawy twór przykuwającą uwagę. Niestety w pewnym momencie zdarzył się jakiś wypadek. Spektakl zaczął się spłaszczać. Jego drugie, wartościowsze dno zostało zagłuszone przez bombardowanie widza za pomocą kolejnych gagów, spojonych nie do końca klejącą się fabułą. Szczególnie pod sam koniec. No właśnie. Koniec, zakończenie tak słabe, że po opuszczeniu kurtyny ktoś powinien zza niej wyjść i powiedzieć „przepraszam”.

Ja rozumiem, że w obecnych czasach ludzie potrzebują lekkiej rozrywki, czegoś lżej przyswajalnego, niż wymagające myślenia dramaty, rozumiem, że wielka rzesza ludzi chętniej pójdzie do teatru na lekką komedię, niż spektakl, podczas którego puszczając z intelektualnego wysiłku krew nosem będzie przeżywać patriotyczne uniesienia, ale podanie czegoś takiego jak Wysokie Napięcie jest nieuczciwe.

I niegrzeczne. W stosunku do widza.

Z dobrze zaczynającego się spektaklu, zrobiła się papka rodem z tvnowskich paradokumentów, intelektualny brodzik dla widzów, którzy przecież są warci czegoś więcej niż pseudokomediowych ochłapów. To, że teatr może być ucieczką przed zapychającymi codzienność zakupami, rachunkami, wkurzającą pracą, nieusłuchanym bachorem czy psem sąsiadki srającym na wycieraczkę, nie oznacza, że można takiemu widzowi podać byle co. Bo widz jest spragniony to i tak się ucieszy.

Nie zawsze.

*****

Po raz kolejny opada i podnosi się kurtyna. Owacja na stojąco. Powoli szykuję się do wstania i ja. Nie, nie w ramach okazania uznania, a jedynie po to, by dokładniej widzieć scenę zasłanianą mi przez stojące osoby w rzędach przede mną. Bo może na scenie jeszcze coś się wydarzy, np ktoś z niej spadnie. W ramach kary za to, co się na niej działo.

Share