Kurs Taternictwa Jaskiniowego: Jaskinia Czarna

Wstrząs.
„Wstrząs” jest słowem najlepiej oddającym to, w jaki sposób zareagowałem na pierwsze zderzenie się z Tatrami. O ile ten przedsionek, przedpokój, można było tak nazwać. Bo nie mam prawa pisać „byłem w górach, zdobywałem szczyty Tatr”, jeśli tak naprawdę nie ruszyłem się poza Dolinę Kościeliską.

Tak, zgadza się. Nigdy wcześniej nie byłem w Tatrach. Nie lubię gór. Są zbyt… górzyste. Trzeba wchodzić kilka godzin na coś, z czego po chwili trzeba zleźć. No gdzie tu logika? Na Jurze jest łatwo i prosto: zazwyczaj z parkingu jest tylko kawałeczek drogi do jaskini, więc dojście do dziury, jest tak naprawdę spacerem.
A tutaj? Dwie godziny w górę, dziura, dwie godziny w dół… Żeby to jeszcze jakaś ścieżka fajna była, deptaczek, schodki, czy coś w tym stylu, to nie. Pysk w krzaczory i wspinaczka z plecakiem pod górę, pomiędzy drzewami. Jak jakaś przerośnięta, garbata wiewiórka.

jaskinia-czarna-DSC01539

jaskinia-czarna-20150620_103854

jaskinia-czarna-20150620_112616

Jaskinia Czarna.

Czarna dama. Pierwsze wrażenia: z rozwartej paszczy wieje jakąś taką przyjazną atmosferą.
Nawet nie mam czasu zrobić zdjęcia wejścia – od razu pod czujnym okiem instruktora, pierwszy raz w życiu, biorę się za poręczowanie drogi. Przerażające…

…a jednocześnie niezwykłe. Do tej pory, na ściance, budując linową trasę, byłem jej jedynym użytkownikiem. Wszelkie błędy, które mogły mi się trafić, odbiłyby się tylko na mnie. No, może jeszcze na instruktorze, który poszedłby siedzieć. Tym razem, po stanowiskach które robię, mają przejść inni ludzie. Niby nic nie może się wydarzyć, w końcu to kilka powtarzanych w nieskończoność węzłów, przecież wszystko co robię, jest sprawdzane przez kogoś mądrzejszego, ale jednak…

Chyba nawet w miarę sprawnie udaje mi się pociągnąć liny, przygotować drogę do zejścia. Kilka(naście?) minut od założenia pierwszej ósemki, stoję na dnie pod otworem głównym. Będąc już na dole, ponad dwadzieścia metrów poniżej poziomu wejścia, spoglądam do góry. Drogą, którą zbudowałem, podążał kolejny człowiek. Tak… Zawsze w jaskiniach byliśmy za siebie współodpowiedzialni, pilnowaliśmy, by nikt nie został, by wyszła ta sama ilość ludzi, która weszła… Tym razem wszystko było jakby poziom wyżej.

Sześć dusz zawieszonych na zaufaniu do Emilowych węzłów.

jaskinia-czarna-DSC01549

Szczęśliwie wszystkie węzły i stanowiska wytrzymały. W końcu nie mogło być inaczej.

*****

Jaskinia Czarna. To, czego szukałem schodząc w jej głąb, to przestrzeń. Miałem nadzieję, że tatrzańskie dziury będą w stanie zaoferować mi to coś, czego brak zawsze odczuwałem na Jurze. Z jednej strony może się to wydawać nielogiczne: schodzić do dziury po to, by odnaleźć bezmiar, którego więcej miałbym na wyciągnięcie ręki na powierzchni. Jednak z drugiej strony może właśnie na tym polega cała magia… Pchać w miejsce, które wydaje się, że chce zacisnąć, zdusić, zdławić… i odkryć tam możliwość odetchnięcia pełną piersią?

Partie Tehuby pozwoliły złapać taki głębszy wdech. Tego dnia, to one były celem naszej wyprawy.

jaskinia-czarna-partie-techuby

jaskinia-czarna-DSC01567

jaskinia-czarna-DSC01579

Jaskinia Czarna, część, którą odwiedziliśmy – wspomnienie jej, budzi we mnie niesamowite emocje. Dziura ta wydaje mi się bez mała… pluszowa. Przytulna. Ani nie za duża, ani za mała… Technicznie – odrobinę wymagająca, wysiłkowo – pozwalająca się trochę spocić. Stawiająca przed gościem kilka zagadek, ale tych przyjemnych, niemęczących.

I to właśnie w Czarnej pierwszy raz zdarzyło mi się, że miałem chęć przystanąć pod ścianą. Zagapić się na nią. Zapomnieć o całym świecie.
Nigdy nie byłem wielkim fanem szaty naciekowej. Akceptowałem jej obecność, starałem się nic nie uszkodzić, ale nie budziła ona we mnie jakichś większych emocji, nie gwarantowała uniesień. Tym razem było inaczej. Mając przed sobą ciągnącą się przez kilkanaście metrów ścianę, naznaczoną efektem pracy miliardów kropki, poczułem się maleńki. Ogrom roboty wykonanej przez skapującą, płynącą ciecz uświadamiał, jak bardzo niczym jest się wobec nieskończonej cierpliwości czasu i wody.

jasknia-czarna--2011-11-26-396

jaskinia-czarna--2011-11-26-388

Nawet nie wiem, kiedy minęło na dole całe 6 godzin. Przecież tylko zrobiliśmy trzy kroki, ledwie prześlizgnęliśmy się przez Rurę Ze Stalagmitem, nawet nie spędziliśmy sekundy pod Białą Płytą, gdy nagle okazało się, że Sala Pod Głazem została za nami i można było wracać, odwiedzając jeszcze na moment Pochyły Korytarz i… i… i…
…i już? Koniec? Mamy wracać? Bez sensu…

jaskinia-czarna-DSC01563

jaskinia-czarna-DSC01599

jaskinia-czarna-DSC01612

Lecz co poradzić… Wracamy.
Wyjście z jaskini nie stanowiło większego problemu. Niestety, wdrapanie się na powierzchnię nie oznaczało w tym przypadku końca wyprawy. Czekało nas jeszcze zejście do doliny i przemarsz samą doliną: ponad godzina walki z ujeżdżającym spod tyłka gruntem i kolejna godzina marszu, gdy za każdym krokiem plecak staje się jakby cięższy.

jaskinia-czarna-20150620_181239

Podróż ta mięła bez większych uniesień, bez dostrzegania chwytających za serce zjawisk, bez doceniania piękna Doliny Kościeliskiej. Nie było we mnie miejsca na dostrzeganie jakiejkolwiek formy piękna – była ona momentalnie wypierana ze przez wszechwypełniające mnie zmęczenie.

Szczęśliwie, wieczorową porą docieramy do naszej noclegowni.
Wstrząs. Zaczynam się trząść. Nie wiem, czy ze zmęczenia, czy z zimna?
Zaczynam sobie zadawać pytanie: po co mi to wszytko. Po co zrobiłem sobie „Tatry”?

*****

Niedziela. Późny wieczór. Zawinięty w koc, po raz setny przeglądam zdjęcia i filmy z wyprawy. Nadal, skrawkiem emocji jestem w Jaskini Czarnej. Chyba gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że podnosząc w górę wzrok, natknę się na… Sam nie wiem.

Bo wychodzi na to, że dużo się zmieniło.

Bo czasami człowiek ma nadzieję, że coś się w końcu uda. Że tym razem złośliwy los nie wyrwie człeka z pędu ku czemuś, co niegdyś wydawało się całkowicie nieosiągalne: poza możliwościami, poza siłami, poza posiadanymi zasobami.

Czasami człowiek zaczyna się nieśmiało uśmiechać. Pomimo, że momentami jest trudno. Ciężko jak cholera, kiedy kolejny krok do przodu, w kierunku szczytu, jest prawdziwą mordęgą. Gdy każdy oddech rozdziera człeka w środku, rozszarupje i rozrywa, zaś wpychany w obsypujące się szczeliny klej, zamiast scalać – żre, pali i utrudnia kolejne ruchy.

Droga do celu. Teoretycznie można pozwolić sobie na uniesienie głowy w górę, marzenie, że uda się zdobyć to, co człowieka już raz pokonało. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy, najboleśniejszy krok. A za nim kolejne, o wiele bardziej bolesne od tego pierwszego. I kolejne. Równie-bolesne-plus-jeden.

Dziwne to wszystko. Tak naprawdę zapakowałem się w świat, który jest mi zupełnie obcy. Który wiem, że istniał, ale zawsze bł gdzieś z boku. Nieosiągalny. Bo po co? W końcu dolina też potrafiła dostarczyć równie wielkich uniesień.

A jednak. A jednak ten łeb wykręca się gdzieś ku górze…

jaskinia-czarna-2011-11-26-434

– No, kupcem można być i można nie być, to zależy od pana…


Uwaga: poniższe notatki są moimi osobistymi zapiskami, zbiorami informacji mogącymi mi się przydać kiedyś w przyszłości. Nie należy ich traktować jako materiał szkoleniowy, instruktażowy, porady czy sugestie. Informacje pochodzą z jaskiniepolski.pgi.gov.pl, kktj.pl i moich własnych materiałów.

Lokalizacja: Główny i drugi otwór jaskini znajdują się w Dolinie Kościeliskiej, w masywie Organów, wśród skałek u podnóża Czarnej Turni.

Dojście #1: Do głównego otworu jaskini podchodzimy z Hali Pisanej, początkowo żółtym szlakiem sprowadzającym z Jaskini Smocza Jama T.E-08.07. Po kilkudziesięciu metrach skręcamy w lewo, w górę stoku wyraźną, wydeptaną ścieżką. Ścieżka ta prowadzi stromo w górę, początkowo przez las, następnie żlebem. W górnej części żlebu skręcamy na lewo przez wiatrołom do otworu jaskini.

Dojście #2:

  • Start: Kiry, idziemy Doliną Kościeliską
  • Brama Kantaka
  • Wyżnia Kira Miętusia
  • Mijamy Lodowe Źródło mając je po lewej
  • Brama Kraszewskiego
  • Polana Niżnia Pisana (parking dla koni)
  • Wchodzimy na lewo na Polanę Wyżnią Pisaną
  • Żółtym szlakiem „pod prąd”
  • Zakręt w lewo w wydeptaną ścieżkę.
  • …i pod górę.

Okolica:

  • Naprzeciwko Lodowego Źródła po drugiej stronie doliny: Kominiarski Przysłop
  • Z Niżniej Polany Pisanej widoczne (w stronę Jaskini Czarnej): większe po prawej – Zdziary, mniejsze na lewo od Zdziar – Czarna Turnia (u podnóża Jaskinia Czarna), na lewo od Czarnej Turni – Organy.

Pliki:

2015-09-2511_04_41-Jamnik-t-czarna jaskinia-czarna-dojscie-skan jaskinia-czarna-partie-tehuby

Share