Pipa misia, a nie Rysia! Jaskinia Józefa.

E tam, Rysia. Znów się nie udało. Bo to jest tak, że jak nie urok to sraczka. A dodatkowo jak człowiek ma pecha, to i palec w dupsku złamie.

Dojechać – dojechaliśmy. Nawet bez przeszkód, nie licząc przelotu samochodem ponad jurajskimi bezkresami. Tzn nie tyle przelotu, co małej serii podskoków i szarpnięć, jednak z punktu widzenia pasażerów, wrażenia były przynajmniej zbliżone do czegoś pomiędzy dachowaniem samolotu, a odpaleniem petardy Achtung umieszczonej pomiędzy jajami a tyłkiem.

Tak czy inaczej – dojechaliśmy. Miło, biało, nawet ciepło – zapowiadane minus naście jakoś nie nastąpiło. Po wskoczeniu w jaskiniowe gatki, radośnie ruszyliśmy po sprzęt, którego oczywiście – jak się okazało – było za mało. Albo ludzi za dużo. Jakimś sposobem zabrakło jednej uprzęży, za to szpeju mieliśmy tyle, że można by obwiesić nim wszystkie choinki po drodze do jaskini.

Nic to. My nie damy rady? Coś się wymyśli.

Jako, że GPS radośnie zakomunikował „do jaskini 1.5 km.”, ruszyliśmy prowadzeni do celu przez cud współczesnej techniki.
Widoki oczywiście niezmiennie powalające: śnieg giął gałęzie, ptaki nieśmiało odmarzały na drzewach, puch radośnie zgrzytał pod butami. Gdyby jeszcze minutę po założeniu kombinezonu nie zachciało się siku – byłoby idealnie.

jaskinia-jozefa-1

Jaskinia Rysia

Oczywiście, że jej nie zrobiliśmy. Po pierwsze: było za mało sprzętu. Po drugie: pierwszą znaleźliśmy jaskinię Józefa. Po trzecie: cośtam cośtam, więc jednoznacznie stwierdziliśmy, że schodzimy przez magiczne okienko, by sprawdzić co tam u Józka słychać. Rysio został pozostawiony sam sobie. Ale jeszcze tu kurrrrrrr…. wrócimy!

Jaskinia Józefa

Nie była to moja pierwsza wizyta w tej jaskini. Prawie równo rok temu miałem okazję zaznajomić się z Józefem. Gdy dziś przeglądam zdjęcia z tamtej wyprawy, co chwilę sprawdzam datę strzelenia fot. Niemożliwym się wydaje, że w lutym rok temu nie było śladu śniegu i dało się swobodnie biegać po lesie w samych kombinezonach…

Wracając do tematu: w związku z brakiem uprzęży, musieliśmy dokonywać wymian sprzętu. W związku z tym poczekałem aż wszyscy spokojnie zejdą i dostanę majty z przydatnym złomem, po czym zanurzyłem się w paszczy (o ile to ten koniec przewodu pokarmowego) Józefa…

jaskinia-jozefa-2

I tu pojawia się kolejna ciekawostka. Dałbym pół lewej nerki, że przy zjeździe pierwszym odcinkiem (-10) przy półce należało iść w prawo i dalej jechać w dół. Albo iść w lewo i jechać w dół. Chyba jednak w prawo. Zdecydowanie. Więc gdy jeszcze podczas rozwieszania lin usłyszałem z dołu pytanie, w którą stronę puszczać drogę, z pełną stanowczością stwierdziłem: w prawo! Jak się okazało, strona prawa stronie prawej nie równa. Szczególnie, gdy się człowiek obróci o 180 stopni. Tym oto sposobem, miałem okazję poznać drugą drogę w dół jaskini Józefa. O ile dobrze wnioskuję ze zdjęć i filmów, poprzednio puściliśmy się Studnią Kominową, zaś tym razem dotarliśmy do dna jaskini Studnią Asa.

Jaskinia Józefa: Studnia Kominowa (proszę o korektę jeśli się mylę), rok 2014:

jaskinia-jozefa-studnia-kominowa

 

jaskinia-jozefa-studnia-kominowa-2 jaskinia-jozefa-studnia-kominowa-3

Ta wizyta w Jaskini Józefa wydawała się mimo wszystko… krótka. Za pierwszym razem Józef był jakby większym obiektem. Być może wtedy więcej czasu spędziłem gapiąc się w szatę naciekową, a może z ciekawości penetrowaliśmy więcej-wszystkiego…

jaskinia-jozefa-studzienka

Zwiedzanie jaskini zajęło mi w sumie może z półtorej godziny. Miło było znów odwiedzić ciasne dojścia do Zaburzeń Wschodnich, rzucić okiem w stronę Salki Niestałości. Ewidentnie, tym razem nie było szans na dokładniejszą penetrację wszystkich zakamarków. Szczególnie po drugiej stronie – na Dylematach Zachodnich wanty wyglądało wyjątkowo morderczo, a drobiny świeżego gruzu jednoznacznie sygnalizowały, że pchanie się w ostatni kawałek jaskini nie jest dziś dobrym pomysłem.

jaskinia-jozefa-5

jaskinia-jozefa-wanty

Z pozostałych atrakcji jaskiniowych: udało się wejść prawie wszędzie, gdzie pchanie tyłka nie groziło śmiercią lub trwałym kalectwem, w końcu sam zlokalizowałem Rekinią Płetwę, a zainteresowani mogli sobie uwiecznić szatę naciekową.

jaskinia-jozefa-galeria-rekina

Niestety – wszystko co dobre, szybko się kończy. Nadszedł moment, gdy należało zapakować tyłki na liny i rozpocząć radosną drogę ku powierzchni…

Jaskinia Józefa: Studnia Asa – wyjście do góry(proszę o korektę jeśli się mylę):

jaskinia-rysia-studnia-asa-1

jaskinia-jozefa-studnia-asa

…i wszystko wydawać by się mogło, że zakończyło się dobrze… Wydawać by się mogło… Do momentu, gdy jako ostatni stanąłem przed liną z zadaniem wpełznięcia na górę, z jednoczesnym demontowaniem punktów. Niby wszystko się zgadzało, niby nic się nie zmieniło, a jednak było jakoś inaczej. Dziwnie. Lina jakby się źle prowadziła, sprzęt w łapie nie leżał…

…i tym oto sposobem zorientowałem się, że kumpel którego małpę miałem przy tyłku, używa jej w lewej dłoni. A ja oczywiście, bawię się tylko i wyłącznie prawą…

jaskinia-jozefa-malpa

Wydawać by się mogło, że to ten moment, gdy można już zapłakać, ale nie… Łza bezsilności zakręciła się w oku dopiero wtedy, gdy na ostatnim odcinku do wymałpowania, worki z linami zaklinowały się w dziurze, dłoń przestała jakkolwiek sensownie i wygodnie pracować z małpą, zaś uprząż stwierdziła, że też dorzuci coś od siebie, więc wbiła się w… me atrybuta z siłą rozpędzonego bizona. Tym oto sposobem wychodząc z Jaskini Józefa nienawidziłem lewych małp, klinujących się worków, uprzęży kastracyjnych i ogólnie całego świata, a najbardziej siebie samego za to, że zapomniałem spakować piwa, by mieć czym uczcić wyjście z jaskini.

Z nosem spuszczonym na kwintę, ruszyłem wraz z radosną ekipą w stronę samochodu. Tak, w tamtym kierunku musi być jakaś cywilizacja. I łazienki z ciepłą wodą i Restauracja Pod Złotymi Łukami i śmierdzące hamburgery i…

jaskinia-jozefa-powrot

…i oby do zobaczenia Józefie. Być może znowu za rok.

jaskinia-jozefa-papa

Papa.

Share