Witamy w śląskich podziemiach.

Mam z tym miejscem wielki problem. Z jednej strony bardzo je lubię, z drugiej klnę, gdy po raz kolejny zanurzam się w wilgotne chodniki. Niezmiennie, za każdym razem psioczę pod nosem, że zamiast się wyspać, pcham się w dziursko, które mnie uświni, wymęczy, obtłucze…
…a następnego dnia starając się doprać kombinezon, zastanawiam się, kiedy będzie kolejna okazja do odwiedzenia sympatycznej, czarnej paszczy, zionącej mroczną wilgocią.

Witamy w śląskich podziemiach.

slaskie-podziemia-5

Syf, brud, wlewający się za kołnierz wyziew starych chodników. Tak można opisać to miejsce. Jednak jest coś jeszcze: magia. Schodząc w dół, poziom po poziomie, rozmywają się ślady bytności człowieka. Każdy zakręt i każdy niższy chodnik zbliża do stref, w których od dziesiątek lat nie stanęła ludzka noga.
Podczas przeciskania się przez plątaninę korytarzy, w pewnym momencie wszelkie niedogodności przestają mieć znaczenie. Nawet kamienie stają się jakby bardziej miękkie i przyjazne. Całą uwagę zaczynają przykuwać najbardziej niepozorne miejsca, te, w których być może kiedyś ktoś siadł, by zjeść w spokoju śniadanie. Zapalić fajkę. Napić się czegoś.

slaskie-podziemia-7

Teoretycznie powinienem uderzyć się w pierś i posypać głowę popiołem. W końcu co jakiś czas odwiedzam miejsce, do historii którego jakoś nie przywiązuję wagi. Przecież jako mieszkaniec tych okolic, powinienem przynajmniej z grubsza wiedzieć, skąd ta dziura, po co, jakie skarby z niej wydobywano, ale… Jakoś nie ma to dla mnie znaczenia. Nie w tym przypadku.
Ważniejsze jest dla mnie to specyficzne katharsis, oczyszczenie, polegające na wypchnięciu z głowy wszelkich myśli przez ogrom nicości zionącej z chodników. Nie jestem w stanie tam, pod ziemią, myśleć o czymś innym niż kolejny krok, kolejny zakręt, kolejny kamień.

slaskie-podziemia-2

To właśnie tam po raz pierwszy poczułem prawdziwy strach. Podziemia pokazały mi, że zmęczenie nie może być wymówką usprawiedliwiającą brak uwagi, ostrożności. Właśnie tam zrozumiałem, że wzmożona czujność nie kończy się tam, gdzie jest początek drogi powrotnej. Ona ma trwać do ostatniego kroku, do wyjścia na powierzchnię.

slaskie-podziemia-1

Czasami zastanawiam się, czy te chodniki nie rozdziewiczyły mnie po dwakroć. Najpierw pokazały, jak cienka jest granica pomiędzy życiem a śmiercią, a następnie udowodniły, że szacowanie własnych sił w takim miejscu kompletnie nie ma sensu.

slaskie-podziemia-4

Tak, wiem, ktoś, kto przeszedł cięższe trasy powie, że dorabiam jakąś rozdmuchaną ideologię do warunków, które w rzeczywistości nie były tak złe, jak złymi mogłyby być. Ale dla mnie… to była moja własna Wielka Walka na miarę moich własnych Możliwości i przeszkód, które właśnie wtedy wydawały się nie do pokonania.

Uwielbiam to miejsce. Mieszanka błota, skał, wody i wysokości. Połączenie żywiołów ścierających się razem, walczących o miejsce, o prawo do zabicia niechcianych gości.

slaskie-podziemia-3

W zasadzie nie wiem po co ten wpis. Tak naprawdę nic z niego nie wynika. Zdjęcia niewiele mówią, nie padają konkretne nazwy, wszystko jest nie do końca określone i czytelne.

A może tekst wziął się stąd, że po raz kolejny zdrowie nie pozwoliło zejść tam, na dół? Może po prostu tęsknię za tą dziurą?

slaskie-podziemia-6

Share