Miesiąc: Luty 2015

Jaskinia Racławicka (Grzmiączka)

Z Jaskinią Racławicką jest trochę jak z lubianą ciotką. Człowiek nie do końca pamięta, jak wygląda, ale zawsze mile wspomina drobne upominki, którymi ciotka dzieli. Nie oznacza to, że w Grzmiączce trafił nam się jakiś niespodziewany baton czy inny przysmak w prezencie – po prostu zawsze pojawia mi się uśmiech na twarzy, gdy wspominam tę…




Plany, plany, plany, czyli jaskinie w Polsce do odwiedzenia

***** UWAGA! ***** Lista ta jest od dawna nieaktualna, jednak nie usuwam jej. Wynika to z faktu, że jest ona mi bardzo przydatna podczas planowania szybkich wypadów na Jurę. Być może ta podstrona zostania kiedyś zmodyfikowana, jednak na chwilę obecną nie mam pomysłu, w jaki sposób mógłbym ją przebudować i wzbogacić ją merytorycznie. ***** KONIEC UWAGI…




Kopalnia gipsu Dzierżysław

Weź ponton, powiadali, będzie fajnie, powiadali. Popływamy w chodnikach, pozwiedzamy suche partie, kopalnia gipsu w Dzierżysławiu to takie ciekawe miejsce – mówili… Fakt, lokalizacja okazała się bardzo ciekawa, gipsu też trochę było, ale to o tyle jeśli chodzi o zgodność planów z rzeczywistym przebiegiem wyprawy. Bo jak pech, to pech! Sobotni poranek, godzina szósta rano….




Pipa misia, a nie Rysia! Jaskinia Józefa.

E tam, Rysia. Znów się nie udało. Bo to jest tak, że jak nie urok to sraczka. A dodatkowo jak człowiek ma pecha, to i palec w dupsku złamie. Dojechać – dojechaliśmy. Nawet bez przeszkód, nie licząc przelotu samochodem ponad jurajskimi bezkresami. Tzn nie tyle przelotu, co małej serii podskoków i szarpnięć, jednak z punktu…




Byle do zdrowia.

Późne popołudnie, sala gdzieś w ośrodku rehabilitacyjnym. Trzymając się stołu spoconymi dłońmi, próbuję po raz kolejny dociągnąć stopę do tyłka. Nawet jakoś to idzie. Ból radośnie sobie skacze po organizmie: to ścięgno, to mięsień, za chwilę znów z nóżki na dupkę przejdzie, by w ułamku sekundy prysnąć sobie w kierunku lędźwi. Klnę na wszystko jak leci,…




Witamy w śląskich podziemiach.

Mam z tym miejscem wielki problem. Z jednej strony bardzo je lubię, z drugiej klnę, gdy po raz kolejny zanurzam się w wilgotne chodniki. Niezmiennie, za każdym razem psioczę pod nosem, że zamiast się wyspać, pcham się w dziursko, które mnie uświni, wymęczy, obtłucze… …a następnego dnia starając się doprać kombinezon, zastanawiam się, kiedy będzie kolejna…