Skundlenie

Po drodze do pracy jest ławka. Stoi sobie taka, standardowa, parkowa, trochę zbutowana przez lokalnych, szeleszczących ortalionem patriotów, trochę podrapana wyznaniami miłosnymi i odkrywczym stwierdzeniem, że „Adi dłubie w nosie i zjada smarki”, taka ot. Park, ławka i ptasia kupa na oparciu. Standard.

Coraz częściej pozwalam sobie z rana przysiąść na wspomnianej ławce. Oczywiście, o ile nie jest mokra lub jakoś wybitnie uświniona przez stałych bywalców. Siadam pomiędzy tymi wszystkimi puszkami po piwie, butelkami po wódzie, biorę dwa głębsze wdechy delektując się porannym, orzeźwiającym chłodem, przyprawionym wonią dobywającą się z pobliskiego, psiego sralnika… i próbuję pojąć, jakim sposobem coraz mniej czasu spędzam na obserwacji otoczenia. Przecież najlepszą pożywką dla wszystkich tworów wymiotowanych palcami w klawiaturę, było otoczenie, wydarzenia dziejące się wokół mnie. Dlaczego u licha nagle przestałem zwracać na to uwagę?

Przecież tematy same pchają się pod palce, zupełnie, jakby ludzie prosili się o to, by z nich szydzić.

*****

Knajpa. Godziny prawie wieczorne. Znad butelki piwa obserwuję stolik obok. Parka.
On – jakaś taka fizjonomia trochę waginosceptyczna, rurki w kolorze, którego Prawdziwy Samiec nie jest w stanie nazwać, koszulka LOLO, YOLO, czy jak to tam było, w smukłych, wypielęgnowanych dłoniach cienki papieros.
Ona – chyba nie dała porwać się szałowi wieczoru, bo więcej uwagi poświęca telefonowi w którym ciągle coś klepie. Obstawiam zbieranie żelków, albo masowe lajkowanie fot psiapsiółek, wyginających się z dupościskiem przed lustrem.
On – zerka z nienawiścią na Jej telefon, to tęsknie rzuca okiem w stronę swojej butelki. Chyba butelkę piwa, jednak biorąc pod uwagę kolorową naklejkę na flaszce, równie dobrze może to być jakiś Kubuś czy inne Piccolo.
Ona – ignorując Go, uśmiecha się do telefonu.
On – chyba zrozumiał, że z telefonem nie wygra. Zerka jeszcze na jej cycki – już wie, że dziś nie pomaca. Kropelka potu ścieka po jego skroni, kręci się niespokojnie.
Ona – podnosi wzrok nad komórki, zerka na niego. Chyba prosi o papierosa. Dostaje go, zapala, znów skupia uwagę na telefonie.
On – kręci się coraz bardziej. Już nie zerka na Nią tęsknie, teraz pełne emocji spojrzenie pada tylko na butelkę. Na dobrą sprawę mógłby już olać swoją towarzyszkę, porwać w dłoń butlę i golnąć sobie solidnie. Ciekawe. Koleś zaczyna się dziwnie kręcić, siadając to raz bardziej na lewym, to na prawym półdupku. Albo miał stosunkowo udaną noc, albo próbuje cicho puścić bąka.
Ona – przeciąga się, podnosząc wzrok znad telefonu. Uśmiecha się, a w zasadzie próbuje się uśmiechnąć. Grymas na jej twarzy połączony z fajką w dziobie i śliną skapującą z kącika ust sprawia, że wygląda trochę jak buldog, który próbował przez słomkę jeść majonez.
On – widać, że ma dość. Z przerażeniem zerka na nią, to na piwo. Już widać, że najchętniej byłby w towarzystwie kumpli, przy których mógłby zaprzełyczyć bronka w trybie „szybki wlew”, odbeknąć jak matka natura nakazuje, a następnie puścić siarczystego pierda. Sądząc po wyrazie cierpienia na twarzy, ten ostatni mógłby być godny aplauzu towarzyszy. Na stojąco.

Zaczynam mnie zastanawiać jedno. Z kim ona się umówiła? Z kolesiem, czy ze swoim telefonem?
Jedno jest pewne: w takim tempie nasz gatunek wymrze w ciągu 3-4 pokoleń. Ludzie zamiast chędożyć się na potęgę, będą sobie wsadzać marchewki na facebooczku.

*****

I tak to wszystko zaczyna wyglądać. Zamiast normalnej komunikacji – przesiadamy się na like, share i stada ikon. Uwsteczniamy się na potęgę, zaczynamy się posługiwać coraz prostszymi formami przekazu. Zdań wielokrotnie złożonych nie uświadczysz, głębszych myśli nie uświadczysz, wymierają ci, którzy chodzą z książką pod pachą.

Niedługo czytelnicy skundlą się do reszty, wymagając od nadawcy formy ograniczonej do krótkich opisów pod memami. Ludzie powrócą do etapu pisma obrazkowego, rycin, piktogramów. Przecież to całkowicie wystarczy, by przekazać całe bogactwo emocji i myśli. I do tego nie angażuje więcej, niż trzy szare komórki, więc pozostałe wolne zasoby myślowe będzie można spożytkować na klikanie w smartfonik.
Niestety, nie będzie można całkowicie poświęcić się wlepianiu gał w ekran: zawsze trzeba będzie poświęcać część uwagi na kontrolę nad zwieraczem. Choć pewnie i na to z czasem znajdzie się jakiś sposób.

Skundlił się twórca, skundlił się czytelnik.

Niedługo nie będzie komu pisać, bo i nie będzie komu czytać. Zostanie jedno wielkie piktograficzne nic. I lewitująca się nad nicością dupa Kim Kardashian.

Share