Czarna dziura

Czasami zastanawiam się, po co kolejne zejścia. W jakim celu pcham się w miejsca, które zdrowy rozsądek klasyfikuje jako „no chyba nie!”. Brakuje wrażeń? Emocji? Odrobiny stresu? Nie, to nie o to chodzi…

Momentami odnoszę wrażenie, że każda kolejna czarna dziura, jest okazją do nauki. Przyjmowania wiedzy w najbardziej brutalnej formie. Tu nie ma miejsca na pomyłki, nie można mieć poprawki, jeśli sknocisz coś w osprzęcie – polecisz ryjem w dół. Przy odrobinie szczęścia może nawet nie pęknie kombinezon, więc nie wylejesz się z niego i będzie co wsypać do trumny.

Kolejna dziura, kolejna woda, poobijane kolana, obolałe nad ranem dupsko i sterta ciuchów do prania. Za każdym razem jestem pod wielkim wrażeniem pralki – dziwię jej się, że nie wymiotuje widząc rzeczy, które mam zamiar wsadzić do jej paszczy.

Zastanawiałem się kiedyś, po co, dlaczego, w jakim celu? Co człowieka ciągnie do zdobywania umiejętności, które w codziennym życiu są równie przydatne, co talent do wciągania makaronu nosem?
Cóż…

wiesz, chyba robię te głupoty, żeby uczyć się bycia bezpiecznym na linach, pod ziemią. By później robić jeszcze niebezpieczniejsze głupoty.

czarna-dziura-2

Tia… Yhy. Ja się cieszę, że woda mi się do woderów nie wlała, dorabiam ideologię do spacerku pod ziemią, oprawiam Wielkie Wydarzenie w złoto i laury, a gdzieś obok, tak ot, ktoś zdobywa bez rozgłosu kolejne, namacalne złota przełamując bariery, które miały łamać zmagającymi się z nimi ludzi.

…a może… po prostu każdy pokonuje przeszkody na miarę swoich możliwości?

„A pyf”. To nieistotne w perspektywie absolutu.

Share