Świat będzie patrzył

Po prawej prawie zimna kawa. Kawałek dalej talerz z okruchami pożartego przed chwilą pączka. Biedny musiał czekać dwie doby na wykonanie wyroku. Bo jakoś tak mi się zapomniało, że jest.

W głośnikach jakieś skandynawskie pojękiwania, we łbie trochę jakby mętlik.

Teoretycznie zapowiadało się, że w dniu wczorajszym miałem kulturalnie zrobić z siebie błazna, trząchając dupskiem w boki jak wąż z akumulatorem podpiętym do stopy. Teoretycznie miałem stanąć twarzą w twarz z salsą i – wg zapowiedzi, gróźb i wszelkich znaków na niebie – zostać rzucony na parkiet pełen miłośników muzyki, która do tej pory kojarzyła mi się jedynie z jakimś sosem do żarcia.

Śmiech śmiechem, zabawa zabawą, ale… uświadomiłem sobie wczoraj, jak prymitywną, jednowątkową istotą jestem. Obserwując parę wywijającą na parkiecie coś przypominającego grę wstępna dwóch pijanych ośmiornic, jedyne co widziałem to momenty gdy chłop powinien wyjść z tunelu i wpakować się na plecy partnerki, chwile odpowiednie do zglebowania niewiasty i…

– …właśnie sobie uświadomiłem, że ostatni raz gdy byłem tak blisko obcej kobiety, to zbliżyłem się do niej jedynie w celu rzucenia nią o ziemię.

LOL. Plus trzy do skrzywienia się na widok własnego odbicia w lustrze.

Sącząc leniwie piwo przez kolejne pół godziny, obserwując pary wijące się na parkiecie nie mogłem wyjść z podziwu dla siebie samego. Jak bardzo uneandertalczykowałem się, jeśli większość kontaktów damsko-męskich ogranicza się do prób wzajemnego zrobienia sobie krzywdy?

Salsa. To, czego wczoraj byłem świadkiem, z pewnością jest kawałkiem innego, całkiem obcego świata. Pełnego dziwnych wijących się gestów, zwrotów, drygnięć. Prawdziwa symfonia ruchów współgrających od a do z. No może poza jednym pacjentem, który wyglądał, jakby praktykował coś pomiędzy robot dance, voque, a łapaniem oślizgłej ryby.

Tak czy inaczej: jak bardzo to wszystko jest dla mnie abstrakcyjne, niezrozumiałe. Szok.

Nie, kurs tańca klasycznego nie wyszedł mi z łba. Przy kolejnej okazji trzeba będzie znów wrócić do tematu. Tak ot, dla siebie, żeby trochę okrzesać ten ruchowy kawał drewna we łbie. Ucywilizować się nieco. Nawet, jeśli świat będzie patrzył, śmiejąc się do rozpuku.

Share