Nowo-twór

Coś rośnie mi we łbie. Kiełkuje: myśl, idea.
Rośnie toto dziadostwo od wieków, rośnie od końca-starego, początku-nowego świata. Jedna prosta myśl osadziła się gdzieś głęboko pod czaszką i rośnie sobie. Uparcie.

Niby nie jest podlewana, odżywiana, a jednak rozwija się bezczelnie, coraz głębiej zakorzeniając się w zakamarkach umysłu. Rosnąc – klaruje się, sama sobie wybiera formy, kształty, zupełnie jakby była równoległym, nie do końca przebiegającym pod moją kontrolą procesem myślowym.

I wszystko może byłoby łatwiejsze, gdyby całość ograniczała się do zbitki, plątaniny myśli, które można by zignorować. Ale nie, nie jest tak łatwo. Bo na półce po prawej jest namacalny dowód nr 1 jasno wskazujący, że wszystko da się zrobić i jest jak najbardziej realne.

Za oknem leje. Znów. Rower idzie dziś w odstawkę. Może basen? A może po prostu zwalić się na wyro i szklanym wzrokiem gapić się na kolejne odcinki sieczki o obcinaniu sobie głów i gwałceniu niewolnic? Tyle, że to nie zawsze pomaga. Bo…

…bo mózg, myśl, idea tylko czeka na taki dzień. Czuję, jak wyczekuje na odpowiedni moment, by znów mogła wziąć głęboki wdech, po którym nastąpi wrzask: jazgotliwy potok słów, niepodważalnych treści cieknących z uszu przez barki, ramiona, aż po palce pragnące wbić się w klawiaturę i klepać, trzaskać zapisywać, dawać świadectwo.

Co za dziadostwo.

Gdy krowa nasra, to powstaje taki placek. No i ten placek na słońcu sobie przysycha. Z góry robi się taka twarda, spieczona skorupka. No i taki placek nie śmierdzi i jest spokój. Jednak jeśli weźmie się patyk, przebije tę skorupkę i zacznie w tej kupie mieszać, znów ruszy smród i zlecą się muchy i…

…i „no właśnie”. Po co babrać się od nowa w gównie, jeśli umysł jest już przewietrzony?
A no tak. Bo bywa ono najlepszym nawozem.

Share