Krav

Czasami zastanawiam się, po co tam chodzę.
Tzn teoretycznie wiem, po kiego kija pcham się w dwa razy w tygodniu na salę. Po to, by pocić się, śmierdzieć, po to, by bolało. Żeby padać na twarz, kląć na wszystko i wszystkich, masować obkopane kończyny i sprawdzać, czy równo puchnie. I może trochę po to, by oglądać w lustrze, jak brzuch z lekka znika, a cycki jakby rosną, by przy myciu zębów stawać trochę bardziej bokiem, bo wtedy widać naprężony biceps. Tia, czuć się bogiem i najbezpieczniejszym knurem we wsi.

Ale to wszystko marność. To wszystko efekt uboczny. Bo najważniejsze, że jest taka zapadka w mózgu. Zapadka, której nie ma, ale jest. Taki jakby jeden kawałek zwoju odpowiedzialny za kierunek, sposób i formę. Zapadko-zwój odpowiada za sposób, w jaki idzie się. O ile się idzie. Sprawnie działający zapadko-zwój przestawia coś we łbie. Sprawia, że pomimo kolejnych ciosów spadających na pysk, człek lezie w przód, by zdominować, zdobyć, stłamsić, przejść po trupie i brnąć dalej przed siebie.

Fajne to.

Nigdy bym nie pomyślał, że największe zmiany wynikające z takiej a nie innej aktywności fizycznej mają wpływ nie na mięśnie, ale na środek łba. A tak właśnie się dzieje.

I szlag mnie trafia od wczoraj. Od momentu, gdy zacząłem przeglądać materiał foto z ostatniego treningu. Poza tradycyjną lekcją pokory przyjmowaną na sali, zaliczyłem repetę w czterech ścianach własnej Czarnej Dziury. Wszak wydawało mi się zawsze, że jakoś sensownie wykonuję wszystko, co mamy do wykonania – jak nie patrzeć zamierzony efekt został uzyskany.
I miałem rację: wydawało mi się.
Coś się od wczoraj zmieniło: zdjęcia bezlitośnie uświadomiły mi, jak wiele niedociągnięć – tych technicznych dręczy me grzeszne ciało. Kij z tym, że przeciwnik zgodnie z wszelakimi planami i założeniami leży na ziemi gulgocząc coś niezrozumiale. Mogłem to zrobić ładniej. Poprawniej? Nie, to złe słowo. Mogłem bardziej się przyłożyć. Może wtedy dałbym świadectwo szacunku dla wszystkiego kryjącego się pod pojęciem „Krav Maga”. W końcu jeśli tradycyjnym, żydowskim kopem w sakwy mam oddać Cześć wiedzy przekazanej mi na treningach, to niech przynajmniej robię to w sposób, który pokazuje mój szacunek do nabytych umiejętności.

Tak. Zdecydowanie pokochałem ten… Sport.

Share