Miesiąc: Październik 2014

Góra-dół, dół-góra.

Wyzwanie. Pokonywanie barier. Własnych słabości. Walka z ograniczeniami tkwiącymi gdzieś w mózgu. Pchamy się nieustannie w dziury, pchamy się w górę. Targamy za sobą dziesiątki kilogramów sprzętu, wciągamy to pod niebo, lub spychamy pod ziemię. Uczymy się jak być bezpieczni, by móc pchać się w niebezpieczniejsze miejsca. Wszystko wbrew naturalnym instynktom, wszystko częściowo wbrew sobie, wszystko…



Agares

Czasami bywa tak, że podczas porządkowania katalogów, człowiek natrafi na coś, co go złoży. Najpierw na pół, później na cztery, aż w końcu połamie człeka do formy, w której jedyne co można zrobić, to zwalić się pod stół i wyć. Agares. Nie był młody, gdy przyszedł ze schroniska. Nigdy nie był zdrowy i nigdy nie…



Świat będzie patrzył

Po prawej prawie zimna kawa. Kawałek dalej talerz z okruchami pożartego przed chwilą pączka. Biedny musiał czekać dwie doby na wykonanie wyroku. Bo jakoś tak mi się zapomniało, że jest. W głośnikach jakieś skandynawskie pojękiwania, we łbie trochę jakby mętlik. Teoretycznie zapowiadało się, że w dniu wczorajszym miałem kulturalnie zrobić z siebie błazna, trząchając dupskiem…



Nowo-twór

Coś rośnie mi we łbie. Kiełkuje: myśl, idea. Rośnie toto dziadostwo od wieków, rośnie od końca-starego, początku-nowego świata. Jedna prosta myśl osadziła się gdzieś głęboko pod czaszką i rośnie sobie. Uparcie. Niby nie jest podlewana, odżywiana, a jednak rozwija się bezczelnie, coraz głębiej zakorzeniając się w zakamarkach umysłu. Rosnąc – klaruje się, sama sobie wybiera…



Lesson xyz. Slow.

But, but, but, but. Czasami wydaje mi się, że jestem zdobywcą świata. Że już tak dużo osiągnąłem, że tak niewiele brakuje do prawie-zadowolenia z prawie-wszystkiego. A później przychodzi trening. I rozpadają się w pył pielęgnowane całymi godzinami widziadła, rozpływa się we mgle spadającej na oczy wizja lepszego-ja, wszystko wraca do poziomu gleby, na której kolejny…




Ground Fight 2

Nie jestem do końca pewien, co się wydarzyło w ostatnią niedzielę. Na pewno wszystko było jak najbardziej poprawne: pot, zmęczenie, poobijane łapy, dziwne trzaski w stawach i smak parkietu w zębach. Jednak jednocześnie… czegoś zabrakło. Zupełnie, jakby ktoś chciał ze mnie zrobić baletnicę w momencie, gdy jestem na etapie bycia walcem drogowym. Przeglądając zdjęcia z…




Coś innego

Zróbmy coś innego. Bo wiesz, mam dość tego marazmu, tego schematu, tego dzień-po-dniu wyglądającego jak kolejne, identyczne kartki wypluwane ze starej, zatłuszczonej kserokopiarki stojącej w najciemniejszym kącie biura. Ucieknijmy gdzieś, przeżywajmy coś razem, zachwyćmy się. Znajdźmy czas dla siebie, dla świata, smakujmy, węszmy, odkrywajmy. Czy brak schematu może być schematem? Czy brak stałych może być…